Strona główna Relacja LN: Polacy ulegają po ciężkim boju!

LN: Polacy ulegają po ciężkim boju!

0
PODZIEL SIĘ

W drugim dniu ostatniej serii spotkań grupowych w ramach Ligii Narodów Polacy podjęli reprezentację Brazylii. W hali w australijskim Melbourne nie zabrakło emocji, ale również kontrowersyjnych decyzji sędziów.

Spotkanie rozpoczęło się od punktowego plasu Macieja Muzaja (0:1). Brazylijczycy uderzyli ze zdwojoną siłą, jednak my mieliśmy kapitalnie prezentującego się Artura Szalpuka (5:6). Biało-Czerwoni zdołali wypracować bezpieczną przewagę, którą w okamgnieniu utracili. Po powrocie z przerwy technicznej nasz przyjmujący zepsuł zagrywkę, z kolei Eder zanotował asa (8:8). Od tej pory drużyny szły „łeb w łeb” (10:10, 12:12). Bartłomiej Lemański w efektowny sposób zablokował Edera, dzięki czemu złapaliśmy jedno „oczko” przewagi (14:15). Canarinhos wzięli się do pracy i szybko uzyskali dwupunktowe prowadzenie, które zostało zniwelowane m.in. dzięki duetowi Kochanowski-Mika (18:19). W końcówce seta ponownie byliśmy świadkami gry punkt za punkt, tym razem z minimalną przewagą Orłów. Przy wyniku 24:22 trener Heynen poprosił o time-out. Niestety rywale nie dali się wybić z uderzenia i triumfowali akcję później (25:22).

Drugą partię nieco lepiej zaczęli Brazylijczycy, lecz Polacy deptali im do piętach (3:2). Na lewym skrzydle skutecznie grał Mateusz Mika, którego potężne ataki dały Biało-Czerwonym aż trzy „oczka” zaliczki (4:7). Ofiarna postawa Polaków dała profity w postaci kilku ważnych akcji wygranych przez nasz zespół (8:11). Canarinhos zaczęli grać bardziej nerwowo, co miało swoje odzwierciedlenie w wyniku. Przeciwnicy szybko wrócili do formy sprzed kilku minut i bez większych problemów doprowadzili do remisu po 12. Po raz kolejny rozgorzała walka punkt za punkt (15:15, 18:18). Co jakiś czas na flance przypominał o sobie Aleksander Śliwka, lecz po drugiej stronie siatki równie efektywnie prezentował się Eder. Przy stanie 21:22 polski środkowy zablokował Lucasa Loha. Renan Dal Zotto wziął czas dla swoich podopiecznych, który okazał się być dla nich zbawienny. Drużyna z Ameryki Południowej wykorzystała kontratak i wygrała odsłonę 25:23.

Rozdrażnieni obrotem poprzedniej partii Biało-Czerwoni starali się przejąć inicjatywę, jednak ciągle czuli na karku oddech rywali (4:3). Zespół prowadzony przez trenera Dal Zotto wypracował sobie przewagę, która wydawała się być trudna do odrobienia (10:7). W miejsce Kochanowskiego pojawił się Mateusz Bieniek, a chwilę później Brazylijczyk zaserwował w aut. Piłka posłana przez Mikę zatańczyła na siatce i spadła tuż za nią, po stronie brazylijskiej (14:14). Forma siatkarzy obydwu drużyn falowała, co miało odzwierciedlenie w wyniku (17:15, 19:19). Autowy atak Lucasa Loha dał Polakom upragnione prowadzenie (20:21). Biało-Czerwonym udało się zachować zimną krew i tym razem przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę (23:25).

Od początku czwartej odsłony zespoły grały bardzo precyzyjnie i równo (3:3). Canarinhos znów wypracowali trzypunktową przewagę, którą starali się powiększać. Gwóźdź ze środka Isaca pokazał na tablicy stan 8:5, po którym nastąpiła przerwa techniczna. Polacy uderzyli z podwójną siłą i zbliżyli się do rywali na różnicę jednego „oczka”, jednak nie na długo. Chwilową niemoc Biało-Czerwonych przerwał Muzaj atakiem z sytuacyjnej piłki, lecz „Kanarki” sukcesywnie „odjeżdżały” z wynikiem (15:11). Na siatce brylowali środkowi, zarówno polscy jak i brazylijscy. Kiedy set wkraczał w decydującą fazę, drużyna z kontynentu południowoamerykańskiego miała aż sześć punktów zaliczki (22:16)! Mimo zatrważającej przewagi rywali Orły nie zwiesiły głów i grały profesorską siatkówkę, która zaowocowała prawie całkowitym zniwelowaniem strat (24:23). Na nasze nieszczęście Evandro potężnie zaatakował z prawej strony, czym zakończył spotkanie (25:23).

Brazylia – Polska 3:1 (25:22, 25:23, 23:25, 25:23)

Brazylia: Bruno, Isac, Eder, Lucas Loh, Wallace, Mauricio, Thales i Murilo

Polska: Muzaj, Szalpuk, Lemański, Kochanowski, Janusz, Mika, Zatorski

Komentarze