Piątek dla gospodarzy w EBL

0
fot. Arek Kisiel

Dziś w ramach Energa Basket Ligi rozegrano dwa spotkania. We Wrocławiu Śląsk podejmował Astorię, a w Gliwicach GTK mierzyło się z Polskim Cukrem.

 

Zmieniona ekipa Śląska podejmowała we Wrocławiu Astorię. Trzon zespołu trenera Vidina bardzo został przebudowany. Jak? Przekonała się dziś ekipa z Bydgoszczy. Można powiedzieć o wrocławianach… NADZIEJA JEST W NARODZIE. 42 oczka zdobył duet Jovovanović (dodatkowo 6 asyst i 4 zbiórki) – Nevels (dodatkowo 5 asyst i 4 zbiórki) rozbijając wielokrotnie obronę Astorii. W ekipie trenera Gronka szwankowała skuteczność z gry 24 na 67 rzutów.

ŚLĄSK WROCŁAW – ASTORIA BYDGOSZCZ 90:66  (22:18, 24:17, 19:16, 25:15)

Śląsk: Jovovanović 22, Nevels 20, Stewart 10

Astoria: Sanders Jr 19, Nizioł 13, Chyliński 10

 

W meczu Gliwicach od mocnego uderzenia zaczął mecz duet Kacper Radwański i Martin Krampel. Po ich trafieniach GTK prowadziło 11:0. Mozolne odrabianie przespanego startu spotkania udało się torunianom dopiero w drugiej kwarcie. W trzynastej minucie było 22:23 dla Polskiego Cukru. Później jeszcze po trafieniu Damian Kuliga goście ponownie prowadzili jednym oczkiem. Ale w końcówce pierwszej połowy gliwiczanie odskoczyli na 45:41. W trzeciej kwarcie Damian Kulig i Aaron Cel robili co mogli, ale to GTK ciągle utrzymywało przewagę, co było zasługą przede wszystkim Martina Krampelja. Swoje wnosił do gry Josh Perkins. Gospodarze na początku kolejnej części gry mocno nacisnęli w obronie na całym boisku, dzięki czemu wymuszali straty i powiększali przewagę. Po późniejszych rzutach wolnych Kacpra Radwańskiego urosła ona nawet do 13 punktów. Od tego momentu Polski Cukier nie był w stanie nawiązać rywalizacji.

 

GTK GLIWICE – POLSKI CUKIER TORUŃ 88:74 (22:16, 23:25, 19:19, 24:14)

GTK: Henderson Jr 17, Varnando 17, Perkins 15, Krampelj 15, Radwański 11

POLSKI CUKIER: Kulig 24, Cel 11, Diduszko 11, Wieluński 10

PGE Spójnia wygrywa na inaugurację

0
FOT: KAROL MAKOWSKI

Po ponad pięciu miesiącach koszykarze EBL wrócili do zmagań ligowych. W pierwszym meczu sezonu 2020/2021 PGESpójnia Stargard pokonała na własnym boisku Pszczółkę Start Lublin. Najlepszym strzelcem ekipy z Zachodniopomorskiego był Ricky Tarrant z dziewiętnastoma oczkami.

 

Po pierwszych akcjach lublinianie prowadzili 1:5. Jednak szybko Spójnia wzięła się za grę. Efekt? Niemalże piorunujący i seria …. 16:0 dla gospodarzy. Tutaj motorem napędwoym był Ricky Tarrant. W odpowiedzi trafiać zaczęli Armani Moore i Kacper Borowski. W efekcie czego lublinianie po pierwszej kwarcie prowadzili tylko 21:18.

W drugiej kwarcie zespół trenera Jacka Winnickiego znowu uciekał na siedem punktów, ale dość szybko niwelował to Sherron Dorsey-Walker. Stargardzianie byli jednak zespołem z inicjatywą w ataku, co było możliwe dzięki Kacprowi Młynarskiemu i niezłemu wejściu Tomasz Śniega. Na koniec pierwszej połowy trafieneim ustala wynik Filip Matczak.

Seria 8:0 i kolejna akcja wykończona przez Kacpra Borowskiego sprawiły, że Pszczółka Start zbliżyła się na zaledwie dwa punkty do przeciwników, a po kilku chwilach do remisu doprowadził Mateusz Dziemba. Kacper Młynarski i Tomasz Śnieg ciągle jednak robili swoje, nie pozwalając gościom na zbyt wiele. Dlatego dzięki ich rzutom to PGE Spójnia po 30 minutach była lepsza – 55:49. Wicemistrzowie Polski nie zamierzali się poddawać. Armani Moore po raz kolejny pokazywał swoją wszechstronność – dzięki niemu lublinianie ponownie doprowadzili do remisu. Stargardzianie mogli liczyć na swoich bohaterów – Wayne’a Blacksheara oraz Ricky’ego Tarranta, którzy sprawiali, że to ich zespół miał lekką przewagę w końcówce. Ważne punkty z wolnych w końcówce zdobywał Tomasz Śnieg.

 

PGE SPÓJNIA STARGARD – PSZCZÓŁKA START LUBLIN 70:65 (21:18, 21:14, 13:17,  15:16)

OFICJALNIE: Michał Filip zagra w Polsce!

0

Michał Filip znalazł nowy klub! Atakujący zagra w barwach beniaminka – Stali Nysa.

Atakujący miał mieć przed sobą bardzo interesujący rok. Filip przeszedł przez wszystkie etapy draftu do ligi koreańskiej i miał zagrać w barwach Ansan OK Savings Bank Rush & Cash. Klub nieoczekiwanie zerwał kontrakt z zawodnikiem. Powodem miala byc kontuzja kolana, której atakujący nabawił się w sezonie… 2012/2013. Zdaniem lekarzy stan zdrowia Filipa nie był w stanie zagwarantować mu rozegrania pełnego sezonu w Azji.

Atakujący musiał natychmiast rozpoczac poszukiwania nowego klubu. Na szczęście zakończyły się one sukcesem. Na kilka tygodni przed rozpoczęciem ligi Filip podpisał umowę ze Stalą Nysa.

–  Bardzo się cieszę, że udało nam się dogadać odnośnie transferu. Z klubem były prowadzone rozmowy jeszcze przed moim niefortunnym wyjazdem do Korei. Już wtedy wiedziałem, że pomysł na drużynę jest dobry i wiem, że będziemy mogli walczyć w lidze na dobrym poziomie. Nie mogę się doczekać pierwszego spotkania w nowych barwach – powiedział atakujący.

Źródło: inf. pras. Stal Nysa

PKO Ekstraklasa: Zwycięskie Zagłębie na otwarcie sezonu !

W spotkaniu otwierającym nowy sezon PKO Ekstraklasy Zagłębie Lubin wygrało z Lechem Poznań 2-1 (0-1). Po golu w ostatniej akcji pierwszej części piłkarze “Kolejorza” długi czas utrzymywali prowadzenie, lecz zwrot akcji w ostatnich dziesięciu minutach pozbawił ich kompletu punktów.

Pierwsza część inauguracyjnego spotkania rozgrywana była pod dyktando Lecha, którego piłkarze stworzyli więcej dogodnych okazji do zdobycia gola. W 18. min. Moder zagrał w pole karne do Jóźwiaka, lecz minimalnie lepszy był zdecydowanie interweniujący lubiński bramkarz Hładun. Poznański piłkarz nieco ucierpiał w wyniku tego starcia. Trzy minuty później Ramirez zagrał na wolne pole do Ishaka, a ten w znakomitej sytuacji nie zmieścił piłki w bramce. Przed upływem drugiego kwadransa “Kolejorz” mógł jednak stracić gola. Do dośrodkowania kilka metrów przed bramką doszedł Mraz, ale Bednarek świetnie wyczuł intencję strzelca i wybił piłkę na rzut rożny.

W 32. min. kolejną okazję stworzyli poznaniacy. Ramirez oddał strzał na bramkę, a piłka dotykając piłkarzy Zagłębia trafiła w słupek. Kilka minut przed końcem pierwszej połowy inicjatywę na chwilę przejęli gospodarze. W ciągu kilkudziesięciu sekund zapachniało dla nich golem, a w drugiej ze stworzonych sytuacji w krótkim odstępie czasu co niektórzy już widzieli piłkę w siatce. Żubrowski zagrał prostopadle do Mraza, zaś ten próbą założenia tak zwanej siatki bramkarzowi próbował go pokonać, ale Bednarek udaremnił egzekucję, odbijając piłkę na rzut rożny. Gdy mimo wielu sytuacji z obu stron wydawało się, że na odpoczynek piłkarze udadzą się z wynikiem bezbramkowym, gola do szatni dostali lubinianie. Najpierw do strzału starał się dojść Tiba, lecz piłka trafiła ostatecznie do Ishaka, który precyzyjnym strzałem dał Lechowi prowadzenie.

Po przerwie spotkanie się wyrównało. Częściej przy piłce byli miejscowi, ale poznaniacy nie rezygnowali ze zdobycia drugiego gola. Z kolei gracze Zagłębia dążyli do wyrównania stanu pojedynku, ale mieli problem ze sforsowaniem obrony gości. Napór gospodarzy nie trwał długo, a w środkowym okresie gry po zmianie stron znów na boisku królowali poznaniacy, z zagrożeniem pod miejscową bramką stworzonym przez Ramireza, Kamińskiego oraz Skórasia. Wynik jednak pozostawał bez zmian. W decydującej fazie konfrontacji Lech jednak niespodziewanie oddał inicjatywę, co piłkarzy z Poznania bardzo drogo kosztowało. W 82. min. po dośrodkowaniu Bohara z rzutu rożnego najsprytniejszy w polu karnym był Guldan, który strzałem głową doprowadził do wyrównania. Pięć minut później w narożniku boisku znowu rozpoczął ze stałego fragmentu Bohar, a do jego kolejnego kapitalnego dośrodkowania doskoczył Balić, strzelając zwycięskiego gola dla Zagłębia. Po dobrym meczu w Lubinie ładnie grająca ekipa wicemistrza kraju musiała uznać wyższość gospodarzy.

ZAGŁĘBIE LUBIN   2:1  LECH POZNAŃ

Guldan 82., Balić 87 – Ishak 45.(+4)

Zagłębie Lubin: Hładun – Chodyna, Jończy, Guldan (C), Balić – Baszkirow, Żubrowski (67. Poręba) – Żivec, Starzyński (79. Szysz), Bohar (90+3. Šimić) – Mráz (67. Sirk).
Lech Poznań: Bednarek – Czerwiński, Šatka, Crnomarković, Puchacz – Tiba, Moder – Kamiński (90. Szymczak), Ramirez (73. Marchwiński), Jóźwiak (C) (67. Skóraś) – Ishak.

Fortuna Puchar Polski: Stalówka bez szans w starciu z Lechią

0
foto: 4miasta.pl

W spotkaniu 1/32 piłkarskiego Fortuna Pucharu Polski trzecioligowa Stal Stalowa Wola przegrała z Lechią Gdańsk 0-4 (0-2). Gdańszczanie, którzy z opóźnieniem – z uwagi na przypadek koronawirusa w zespole – rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu – nie mieli żadnych problemów z pokonaniem pierwszej przeszkody rozgrywek, aplikując rywalom po dwa gole w obu połowach.

 

Dwukrotny zdobywca i finalista poprzedniej edycji Pucharu Polski przyjechał do Stalowej Woli w mocno eksperymentalnym składzie. Miejscowi sympatycy wyglądali portugalskiej gwiazdy gdańskiej ekipiy Flavio Paixao, a ten początkowo usiadł na ławce rezerwowych.

Lechia ze stoickim spokojem rozpoczęła ten mecz nieśmiało szukając okazji do zdobycia bramki. Takowa mogła już nastąpić w 4 min. gry, kiedy groźnie w pole karne szarżował Maciej Gajos, jednak zdecydowane wyjście Matthiewa Korziewicza utrudniło pomocnikowi gości oddanie skutecznego strzału. Gra ożywiła się na dobre, bo po chwili okazało się, że trzecioligowcy ze Stalowej Woli nie zamierzają oddawać pola. Śmiałą próbę z dystansu podjął Szymon Jopek i ofiarnie musiał interweniować Bartosz Kopacz. W kolejnym okresie czasu Stal penetrowała gdańskie przedpole i obrońcy przyjezdnych musieli się mieć na baczności. Niemniej w 12. min, na czystą pozycję wyszedł Łukasz Zwoliński i Stalówkę przed stratą bramki uchronił udany wślizg Piotra Witasika.

Na początku drugiego kwadransa Lechia mocniej przycisnęła miejscowych, czego efektem było objęcie prowadzenia. Miękka wrzutka Rafała Pietrzaka na głowę Karoli Fili zakończyła się niezbyt mocnym, lecz precyzyjnym strzałem i bramkarz Stali po raz pierwszy wyciągał w 18. minucie piłkę z siatki. Nie minęło pięć minut gry, a przybysze z północy cieszyli się z drugiego gola. Dobrze na piłkę nabiegł w polu karnym Łukasz Zwoliński i po asyście Fili futbolówka znalazła drogę do siatki. Przed upływem pół godziny spotkania gospodarze mieli podstawy ku temu, by poprawić humory sobie i kibicom. Najpierw z pola karnego nie trafił w bramkę Jopek, a w kolejnej akcji Michał Fidziukiewicz został zastopowany przez jednego z defensorów.

W ostatnim fragmencie przed przerwą niewiele się już działo na boisku poza sytuacją sam na sam Macieja Gajosa z bramkarzem Stali, z którego zwycięsko wyszedł ten drugi.

Po przerwie gdańszczanie całkowicie opanowali sytuację na boisku, w ciągu kilku minut dochodząc do kilku dobrych pozycji, z których jedną zamienili na trzeciego gola. W 52. min. Fila spostrzegł dobrze ustawionego Gajosa, a ten strzałem w długi róg nie dał szans Korziewiczowi. Mimo wysokiego prowadzenia przewaga piłkarzy z Gdańska w dalszym ciągu rosła, co dało trenerowi Piotrowi Stokowcowi okazję do rotowania składem. Najpierw na boisku pojawił się wreszcie Paixao, jednak niewiele później plac gry wzbogacił się o kolejnych graczy młodej armii Lechii. W 68. min. Tomasz Makowski zagrał w pole karne do Jakuba Kałuzińskiego, a 17-letni zawodnik gości okazji nie zmarnował i było już 0-4.

Miejscowi piłkarze próbowali uzyskać honorowe trafienie, ale że celowniki mieli ustawione nie najlepiej, wynik pozostawał bez zmian. Najlepszą okazję dla Stali zmarnował Fidziukiewicz, strzelając z kilku metrów z woleja wysoko nad bramką.

Tak wyraźny dystans zaspokoił graczy Lechii, którzy koncentrowali się już bardziej na dograniu zawodów bez niepotrzebnych kontuzji.

Chociaż przed sezonem przypadek koronawirusa w zespole Lechii wyraźnie opóźnił i storpedował przygotowania do nowego sezonu gdańszczanie niewielkim nakładem sił pokonali pierwszą przeszkodę w Pucharze Polski.

A jeśli Wy za sprawą wygranej Lechii wybieracie się nad morze, to warto sprawdzić, gdzie wybrać się na kitesurfing!

 

STAL STALOWA WOLA – LECHIA GDAŃSK  0:4 (0:2)

Fila 18., Zwoliński 23. Gajos 52., Kałuziński 68.

Stal Stalowa Wola: Korziewicz – Hudzik, Witasik, Mroziński, Zmorzyński, Jopek, Waszkiewicz, Stelmach (Szifer) , Płonka, Surmiak (Pilch), Fidziukiewicz

Lechia Gdańsk: Alomerović – Pietrzak, Kopacz, Nalepa, Fila (80. Kobryń), Gajos (57. Udovicić), Kubicki, Makowski, Sopoćko (65. Żukowski), Mihalik, Zwoliński (57. Flavio)

 

Oficjalnie: Jan Błachowicz vs. Dominick Reyes o pas mistrzowski wagi półciężkiej na UFC 253!!

0

Już 26 września Jan Błachowicz (26-8) stanie przed szansą zdobycia pasa mistrzowskiego UFC w wadze półciężkiej !! Rywalem Polaka na gali UFC 253 będzie Amerykanin Dominick Reyes (12-1).

O pojedynku organizacja poinformowała na twitterze:

 

Dominick Reyes ma 30 lat i trenuje w klubie Cage Combat Academy. Amerykanin miał już okazję toczyć pojedynek o pas mistrzowski UFC wagi półcięzkiej, w lutym br przegrał jednogłośnie na punkty z dotychczasowych dominatorem tejże kategorii.  Podczas dotychczasowej kariery pokonywał takich zawodników jak: Joachim Christensen, Ovince St. Pierre, Volkan Oezdemir oraz Chris Weidman.

 

Jan Błachowicz w ostatnim czasie wygrał 6 z 7 pojedynków. Aktualnie posiada serię trzech zwycięstw z rzędu. W największej organizacji MMA na świecie walczy od 2015 roku. Podczas swojej przygody w UFC pokonywał min: Jimi’ego Manuwę, Ronaldo Souzę, Corey’a Andersona czy byłego mistrza wagi średniej Luke’a Rockholda, który skończył karierę po walce z naszym reprezentantem.

Fortuna Puchar Polski: Sensacja w Ostrowcu ! KSZO wyrzucił Wisłę Kraków z dalszej rywalizacji

0

Już po pierwszym meczu krakowska Wisła kończy tegoroczną rywalizację w rozgrywkach Fortuna Puchar Polski. Krakowianie odpadli w pojedynku z trzecioligowym KSZO, przegrywając w 1/32 finału PP w Ostrowcu Świętokrzyskim 1-2 (0-0). Gospodarze przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść w doliczonym czasie gry, po strzale z dystansu Szymona Stanisławskiego.

Piłkarze z Ostrowca Świętokrzyskiego w ostatnich latach dosyć często grają na szczeblu centralnym pucharowych rozgrywek, a do hutniczego miasta przyjeżdżają ekipy z ekstraklasy, w walce z którymi miejscowi nie zwykli składać broni.

Podobnie było dzisiaj. Choć w pierwszej połowie zaznaczyła się wyraźna przewaga “Białej Gwiazdy” widać było, że taktyka przygotowana przez szkoleniowca pomarańczowo-czarnych Marcina Sasala ma sens. Miejscowi w tej pierwszej odsłonie nie forsowali sił, nie kwapili się nawet do kontr, skupiając się na obronie. Jednak mimo to krakowski zespół miał kilka sytuacji do strzelenia gola, zaś największym pechowcem był Rafał Boguski. Zawodnik gości dwukrotnie po dograniach partnerów z niewielkiej odległości nie potrafił oddać celnego strzału, natomiast w międzyczasie – po szkolnym błędzie obrońców – przegrał pojedynek oko w oko z bramkarzem KSZO Karolem Szymkowiakiem. W końcówce I połowy nieco zgasł impet wśród przedstawicieli ekstraklasy, za to wyraźnie wzrósł u trenera miejscowych, który denerwował się co rusz na decyzje sędziego.

Kilka minut przed przerwą szkoleniowiec miejscowych został napomniany żółtym kartonikiem, natomiast tuż po gwizdku sędziego oznajmiającym przerwę, w gąszczu schodzących do szatni aktorów widowiska coś musiało się oberwać sędziemu, gdyż ten energicznie wyjął przed nosem trenera KSZO kolejny żółty kartonik i za chwilę czerwony, co w konsekwencji sprawiło, że Sasal drugą połowę oglądał z trybun.

Nie przeszkodziło to jego graczom kontynuować dzieła. Wprawdzie po przerwie Wisła przycisnęła i w 55. min. Jean Carlos Silva dograł na środek pola karnego, a tam strzał na gola zamienił Chuca wyprowadzając swój zespół na prowadzenie, to jednak na więcej nie była już ją stać. Goście za ciosem nie poszli, oddając środek pola grającym trzy klasy niżej ostrowiczanom. Trzecioligowcy czystych sytuacji nie mieli, ale pojawiało się coraz więcej rzutów wolnych i kornerów. Po rzucie rożnym w 68. min. piłka wylądowała na głowie  Roberta Majewskiego, a ten doprowadził do wyrównania. Wisła nie rezygnowała z rozstrzygnięcia w regulaminowym czasie. Kilka razy krakowianie zagościli w polu karnym, lecz kończyli akcje najczęściej niecelnymi uderzeniami. Wislaków próbowali wybić z rytmu miejscowi kibice, którzy przy użyciu fajerwerków świetlnych i dymnych na kilka minut przerwali to spotkanie. Po wznowieniu nieco lepiej czuli się miejscowi, ale ich kibice co najwyżej wietrzyli szanse na dogrywkę.

W doliczonym czasie gry miejscowi wykorzystali ospałość defensywy z Krakowa. Gracze KSZO szybko rozegrali rzut wolny, z dystansu kropnął płasko Szymon Stanisławski, a zasłonięty Michał Buchalik interweniował z opóźnieniem i sensacja stała się faktem. Mimo iż sędzia nie kwapił się do zagwizdania po raz ostatni, a krakowianie rzucili się na rywali, gospodarze z wynikiem 2-1 dotrwali do końca.

KSZO 1929 OSTROWIEC ŚWIĘTOKRZYSKI   2:1  WISŁA KRAKÓW

Majewski 68., Stanisławski 90. – Chuca 55.

 

KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski: Karol Szymkowiak – Jakub Głaz, Robert Majewski, Damian Mężyk, Paweł Kaczmarek – Tomasz Persona, Konrad Zaklika, Mateusz Mąka, Wojciech Trochim (58′ Michał Paluch), Marcin Kaczmarek (88′ Bartosz Szydłowski) – Szymon Stanisławski.

Wisła Kraków: Michał Buchalik – Łukasz Burliga, Rafał Janicki, Daniel Hoyo-Kowalski, Maciej Sadlok – Jean Carlos Silva (69′ Patryk Plewka), Gieorgij Żukow, Chuca, Rafał Boguski (63′ Fatos Beciraj), Michał Mak (63′ Stefan Savić) – Aleksander Buksa.

 

Jazda na rowerze. Czy to jest dobry sposób na odchudzanie?

0
Everything must be checked before the ride

Sezon wakacyjny to najczęściej jedyny czas w ciągu roku, kiedy mamy więcej czasu na własne hobby. Co więcej, piękna pogoda i otaczająca nas przyroda sprzyjają długim wędrówkom oraz jeździe na rowerze. Jednak czy taka forma aktywnością będzie nie tylko ciekawym i aktywnym spędzeniem czasu, ale również świetną formą odchudzania?

Czy jazda na rowerze nas odchudzi?

Nie otrzymamy w tym przypadku odpowiedzi zero-jedynkowej, ale z drugiej strony będzie ona prosta. Często nawet włączenie roweru jako formy dojazdu do pracy pozwoli nas zrzucić kilka zbędnych kilogramów, ale warunek jest jeden – kalorie zgubione podczas dojazdu do pracy muszą wytworzyć nam deficyt kaloryczny, dzięki czemu z każdym dniem nasza sylwetka będzie wyglądać coraz lepiej.

Ile kalorii jesteśmy w stanie spalić na rowerze?

W tym przypadku wiele będzie zależało od intensywności naszej przejażdżki, ale również od pogody, ukształtowania terenu oraz nasze wagi. Przykładowo, podczas spokojnej, rekreacyjnej jazdy po płaskim terenie, z prędkością 15-20 km/h spalimy około 300-400 kalorii w ciągu godziny. Jeśli jednak przyspieszymy do 25-30 km/h, zwiększymy liczbę spalonych kalorii o drugie tyle! Jak to z kolei przykłada się na spalone kilogramy? Żeby zrzucić jeden kilogram, powinniśmy spalić około 6000-7000 kalorii, więc na przyszłość powinniśmy dwukrotnie pomyśleć, zanim sięgniemy po słodycze czy inną niezdrową przekąskę ?

Co jeszcze daje nam jazda na rowerze?

Nie samym odchudzaniem jednak człowiek żyje, a również i jazda na rowerze nie wpływa tylko a zrzucenie zbędnych kilogramów. Przynosi ona bowiem także szereg innych pozytywnych skutków. Możemy do nich zaliczyć przede wszystkim poprawę ukrwienia organizmu, poprawę kondycji czy naszego samopoczucia, za sprawą „wybuchu” endorfin, czyli tzw. hormonu szczęścia.

Jak odchudzanie to na rowerze czy rowerku stacjonarnym?

Podobnie, jak w przypadku innych pytań, tu również odpowiedź nie będzie jednoznaczna. Oczywiście znacznie przyjemniej jest jechać na rowerze w piękny, słoneczny dzień i podziwiać uroki przyrody, jednak z drugiej strony musimy liczyć się z tym, że sezon rowerowy w Polsce jest bardzo krótki, a dodatkowe burze czy ulewy dodatkowo mogą sparaliżować nasze plany. Wtedy idealnym substytutem jest rowerek stacjonarny, który możemy postawić tak naprawdę w każdym miejscu naszego domu.

Fortuna Puchar Polski: Mistrz Polski rozgromił GKS Bełchatów!

0

W meczu I rundy Fortuna Pucharu Polski Legia Warszawa rozgromiła 6-1 (3-1) na wyjeździe pierwszoligowy GKS Bełchatów. Trzy bramki dla mistrzów Polski zdobył Maciej Rosołek, a pozostałe Michał Pawlik po samobójczym trafieniu, Paweł Wszołek oraz Filip Mladenović. Gospodarze odpowiedzili jedynie honorowym golem Damiana Hilbrychta.

14 sierpnia 2020, 20:30 – Bełchatów (GIEKSA Arena)
GKS Bełchatów 1-6 Legia Warszawa
Damian Hilbrycht 33 – Maciej Rosołek 12, 28, 67, Michał Pawlik 44 (s), Paweł Wszołek 53, Filip Mladenović 60

Bełchatów: 1. Paweł Lenarcik – 70. Marcin Sierczyński, 4. Seweryn Michalski, 21. Mariusz Magiera, 2. Mateusz Szymorek – 7. Szymon Łapiński (60, 14. Bartłomiej Eizenchart), 19. Arkadiusz Najemski (46, 10. Dawid Flaszka), 5. Michał Pawlik, 8. Damian Hilbrycht (46, 9. Patryk Winsztal), 30. Łukasz Wroński (83, 45. Bartłomiej Lisowski) – 59. Przemysław Zdybowicz (61, 6. Damian Michalak).

Legia: 1. Artur Boruc – 14. Michał Karbownik (66, 2. Josip Juranović), 4. Mateusz Wieteska, 55. Artur Jędrzejczyk, 25. Filip Mladenović (71, 16. Luís Rocha) – 22. Paweł Wszołek, 7. Domagoj Antolić (66, 24. André Martins), 99. Bartosz Slisz, 82. Luquinhas (66, 3. Mateusz Hołownia) – 9. Tomáš Pekhart (66, 30. Kacper Kostorz), 39. Maciej Rosołek.

żółta kartka: Magiera.

sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
widzów: 2200.

Tabata – na czym polega taki rodzaj treningu?

0

Chcesz porządnie się zmęczyć, zgubić zbędne kilogramy i poprawić wydolność swojego organizmu? Koniecznie zapoznaj się z tabatą, czyli rodzajem treningu, który jest treningiem interwałowym, przynoszącym efekty wręcz natychmiast. Ponadto możemy go wykonywać nie tylko na siłowni, ale również w domu bez potrzeby posiadania specjalistycznego sprzętu.

Czym jest tabata?

To hasło przewija się w naszym życiu coraz częściej. Praktycznie w każdym fitness klubie znajdziemy zajęcia poświęcone tabacie. Również w mediach coraz więcej słyszymy o tego rodzaju treningu. Tak naprawdę po tą nazwą kryje się bardzo intensywny trening, który opiera się na ćwiczeniach dobrze nam znanych z innych cyklów treningowych. Co ważne, ćwicząc tabatę angażujemy wszystkie partie mięśni, nie pochłania on nam wiele czasu, ponieważ jest intensywny, ale zarazem dość krótki, a w jego skład wchodzą zarówno ćwiczenia tlenowe, jak i beztlenowe.

Jakie daje nam efekty?

Przede wszystkim zapewnia nam wręcz natychmiastowe gubienie zbędnych kilogramów. Udowodniono, że trenując 2-3 razy w tygodniu tabatę, w bardzo krótkim czasie osiągniemy zamierzone efekty – szczególnie jeśli będziemy się wspierać jeszcze lżejszymi treningami w pozostałe dni. Ponadto również w krótkim czasie będziemy w stanie zbudować znacznie lepszą wydolność naszego organizmu. W związku z tym po pierwszych kilku katorżniczych treningach, kolejne będą sprawiały nam już znacznie więcej radości i satysfakcji.

Czy tabata jest dla każdego?

Taka forma treningu jest zdecydowanie dla każdego, ale nie w każdym momencie. Jeśli dopiero zaczynamy przygodę z jakimkolwiek treningiem, nasza wydolność jest na bardzo słabym poziomie lub mamy znaczną nadwagę, powinniśmy w pierwszej kolejności skupić się na treningach dla początkujących, a dopiero po kilku tygodniach zdecydować się na wyzwanie w formie tabaty. Tabaty powinny również unikać osoby z nadciśnieniem, chorobami układu kostnego i świeżymi kontuzjami.

Główne zasady tabaty

Zanim przystąpimy do ćwiczeń, warto zapoznać się z podstawami tego treningu. Pierwsza z nich to krótkie serie, które przeplatane są jeszcze krótszymi przerwami.

Podstawowa seria to zazwyczaj 4 minuty treningu. Wiele osób zapewne teraz się uspokoiła i pomyślała sobie, że to przecież żadne wyzwanie. Nic bardziej mylnego. W tym czasie nasz organizm naprawdę dostanie ostro w kość, a przed nim przecież kolejne ciężkie serie.

Należy również pamiętać o rozbudowanej i dokładnej rozgrzewce przed przystąpieniem do treningu właściwego. W końcu w tabacie angażujemy wszystkie partie mięśni, więc podczas rozgrzewki nie powinniśmy o żadnej z nich zapominać. Ponadto musimy pamiętać, by intensywność ćwiczeń dobierać sukcesywnie do naszych możliwości.

Zarazem ćwiczenia powinniśmy maksymalnie nas angażować i doprowadzać do maksimum wysiłku. Tylko w ten sposób będziemy w stanie znacznie poprawiać naszą wydolność, kondycję i gubić zbędne kilogramy.

NAJNOWSZE INFORMACJE

Kursy na Legia – Lech. Zakłady, Typy. Kto faworytem? (17.10.21)

Przed nami jeden z najważniejszych meczów w sezonie polskiej Ekstraklasy. Już w niedzielę, 17 października, do Warszawy przyjedzie Lech Poznań. “Kolejorz” zmierzy się z...

CIEKAWE W TYM TYGODNIU