Przypomnijmy sobie 2008 rok i ostatnie grupowe starcie reprezentacji Polski z Chorwacją. 52. minuta i wszelkie nadzieje o awansie umierają po golu Ivana Klasnicia…Teraz to Chorwat potrzebuje wielkiej nadziei i wiary by nie umrzeć…
– Myślałem, że moje życie będzie krótsze. Muszę zaakceptować mój los, chodzić na dializy i ciągle mieć nadzieję, że zakończenie będzie szczęśliwe – powiedział w niedawno wyemitowanym programie w niemieckiej stacji NDR Klasnić.
37-latek potrzebuje właśnie trzeciego przeszczepu nerki. Po pierwszej nieudanej próbie, gdzie dawcą była matka Chorwata, druga była już udana. Wówczas nerkę byłemu piłkarzowi Werderu Brema czy Boltonu oddał ojciec. Był rok 2007, napastnik rozegrał rok później bardzo dobre mistrzostwa Europy, świetnie radził sobie w klubie i wydawało się, że wszelkie problemy są przeszłością.
Niestety, teraz koszmar powrócił, bowiem okazało się, że nerka otrzymana 10 lat temu już nie funkcjonuje, a co gorsza, organizm wytwarza już takie przeciwciała, że przeszczep od kolejnej osoby z rodziny nie ma szans na sukces. Dlatego teraz jedyną nadzieją Chorwata jest nerka od zmarłego dawcy. Na to niestety czasami trzeba czekać nawet kilka lat, a Klasnić tego czasu nie ma. Trzy razy w tygodniu jeździ na dializy, a każda kolejna to uszczerbek na zdrowiu i znaczne osłabianie i tak już słabego serca.
Ta historia bliźniaczo przypomina tę z 2010 roku kiedy to o życie walczył Arkadiusz Onyszko. Wówczas poprzez media wsparł go własnie Klasnić, teraz to były bramkarz chce się odpłacić i na lamach „WP Sportowych Faktów” wspiera Klasnicia… – Trzymam za niego kciuki. Wierzę w niego, wierzę że mu się uda. I też jeśli będzie mógł to usłyszeć lub przeczytać, to chciałbym przekazać mu słowa otuchy. Żeby walczył i się nie poddawał! Możesz przez te dializy stracić zdrowie. Ale nie wiarę.

