środa, 22 czerwca, 2022

Jim O’Donnell sprzedaje przepisy basketu. Trail Blazers, sędziowanie i utarczki z fanami [WYWIAD]

Nasz dzisiejszy gość to postać nietuzinkowa. Pasjonat basketu pełną gębą, a zwłaszcza wielki fan drużyny Portland Trail Blazers. Zapewne niektórzy z Was znają go z Twittera, gdzie prowadzi profil Blazers History. Kapitalny człowiek, na którym zawsze można polegać. I choć nie lubi nikogo osądzać z góry, czasami po prostu nie ma innego wyjścia. Nazwijmy to umownie skrzywieniem zawodowym, bowiem Jim O’Donnell jest sędzią koszykarskim.

Jim O’Donnell w wywiadzie dla Polski-Sport.pl

O’Donnell pełni funkcję arbitra w Portland w stanie Oregon od połowy lat 90. Od tamtej pory opuścił zaledwie kilka meczów ze względu na kontuzję kolana. Boleśnie przeżył śmierć swojej żony i z tego powodu również nie prowadził spotkań basketu przez pewien okres. Jednak, jak sam podkreśla, wreszcie zrozumiał, że sędziowanie pozwoli mu zabić trudny czas po stracie ukochanej.

polski-sport.pl wspiera ligę typerów johnnybet

Jim sędziuje głównie koszykówkę na poziomie licealnym i miał okazję być rozjemcą pojedynków, w których występowali zawodnicy NBA, m.in Kevin Love, Mike Dunleavy, Terrence Ross, Freddie Jones, Aaron Miles czy Salim Stoudamire. Zdarzyło się również, że sędziował również starcia, w których uczestniczyły koszykarki WNBA: Shaquala Williams, JJ Hones oraz Shoni Schimmel.

Portland Trail Blazers okiem wybitnego historyka

Mateusz Połuszańczyk: Sędziujesz w Portland. Stąd Twoje zamiłowanie do Trail Blazers?

Jim O’Donnell: Tak, mieszkam tutaj od dziecka. Urodziłem się w Nowym Jorku, ale w 1975 roku zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę. Od 1982 roku jestem zameldowany w Portland. Zakochałem się w Blazers, gdy byłem kajtkiem. Mój ojciec kupował bilety na miejsca w górnych sekcjach trybun starej areny Memorial Coliseum. Często wraz z bratem zakradaliśmy się, by obserwować mecze z wysokości parkietu. Zazwyczaj w czwartych kwartach spotkań. Potem nauczyłem tego samego moich synów, kiedy zaczęli uczęszczać na mecze w połowie lat 90. Jednak o wiele trudniej dopuszczać się takich akcji w Rose Garden.

Jak zatem ocenisz dzisiejszą drużynę Portland Trail Blazers?

Właściwie niezbyt dobrze. Rozumiem tankowanie w celu odbudowy zespołu, lecz nie widzę świetlanej przyszłości Blazers ani w następnym sezonie, ani nawet za dwa lata. Do tego czasu Damiana Lillarda mogą zmęczyć ciągnące się serie porażek i organizacja zapewne go wymieni. Porównałbym to do sytuacji z Clyde’em Drexlerem w 1995 roku.

Pytanie tradycyjne ode mnie brzmi: kto jest Twoim ulubionym koszykarzem w historii Portland Trail Blazers i dlaczego Clyde Drexler?

Ha! Świetne pytanie. Drexler bezsprzecznie znajduje się w pierwszej szóstce ulubieńców na mojej liście wszech czasów. Natomiast Geoff Petrie i Bill Walton to zawodnicy, których darzę największą sympatią. Oprócz wymienionej trójki, dodałbym do mojego prywatnego zestawienia Damiana Lillarda, Terry’ego Portera oraz Jerome’a Kerseya. W latach 1985-1990 pracowałem w stacji radiowej, która sponsorowała wydarzenia sportowe. Spotykałem więc również zawodników Blazers. Jim Paxson i Jerome Kersey byli jednymi z najmilszych ludzi na gruncie prywatnym.

Pamiętam, że robiłem notatki podczas turnieju golfowego, w którym brał udział Paxson i chwilę później wymieniono go do Cleveland Cavaliers. Delikatnie rzecz ujmując: nie był zadowolony takim obrotem spraw. Rzucił kilka gorzkich słów, których nie mogliśmy wykorzystać w mediach. Następnie transakcja zakończyła się fiaskiem i kiedy zobaczyliśmy się kilka miesięcy później, śmialiśmy się z tej sytuacji. Miły facet!

Sędziowskie przygody Jima O’Donnella

Jaką najzabawniejszą sytuację pamiętasz z meczów, które sędziowałeś?

Spotkało mnie mnóstwo zabawnych historyjek. Np. mecz play-offów w marcu ubiegłego roku. Jestem sędzią głównym, stoję sobie po prawej stronie i bacznie przyglądam się akcji. Zawodnik szybko ruszył z piłką w kierunku linii końcowej boiska, obrońca ją odbił i… Bam! Dostałem piłką w twarz. Usłyszałem lekkie westchnienie publiczności, po którym rozległy się salwy śmiechu w całej hali. Jeden z moich kolegów dmuchnął w gwizdek, żeby po prostu zatrzymać grę. Nie wiedział, co się dzieje. Był oszołomiony. Przysięgam, że logo Wilsona, z reguły znajdujące się na piłce, miałem wytatuowane na twarzy przez dwie kolejne kwarty.

polski-sport.pl wspiera ligę typerów johnnybet

Który z wymienionych przez Ciebie koszykarzy sprawiał największe problemy wychowawcze na parkiecie?

Szczerze mówiąc, żaden z tych zawodników nie robił większych kłopotów. Zdarzało się, że mieli pretensje o użycie gwizdka (albo brak odgwizdania akcji). Przez lata zauważyłem, że koszykarze o wielkich nazwiskach rozumieją, że są liderami i inni się na nich wzorują. Gracze, którzy uważają się za większych niż są w rzeczywistości, często kwestionują decyzje sędziów. Co więcej, ci sami zawodnicy pomagają nam, rozmawiając z kolegami, gdy dochodzi do bardziej zaognionych sporów. Staram się dużo konwersować z koszykarzami, trenerami i kibicami podczas meczu. Lubię wejść w korzystną interakcję z ludźmi. Kiedy prowadzimy dialog, nie ma między nami żadnych napięć.

W zeszłym roku nie odgwizdałem błędu kroków, gdy chłopak zgubił piłkę i zrobił krok, może dwa przed podaniem. Nie mogłem gwizdnąć kroków, bo nie miał pełnej kontroli nad piłką. Natomiast trener drużyny przeciwnej domagał się tego rodzaju decyzji. Zaczął robić wielkie susy, jak klaun w cyrku, sugerując błąd kroków. Zapytał: „To też nie są kroki?”. Odparłem: „Tak, a ty wykonując te gesty wyglądałeś jak głupek”. Jego asystenci i ławka wybuchli śmiechem.

Wyższa kara dla Brooksa, trash-talk i tęsknota

Widziałeś sytuację, gdy Dillon Brooks uderzył w głowę Gary’ego Paytona II, powodując uszczerbek na zdrowiu. Czy jeden mecz zawieszenia to kara adekwatna do zbrodni?

Jeśli chodzi o zdarzenie na linii Brooks-Payton, zasady czasami się zmieniają, więc wyjaśnijmy wszystko pokrótce. Kilka lat temu byłby to brutalny faul, zdecydowanie niesportowy. Teraz głowa jest bardziej chroniona, więc odgwizdałbym przewinienie niesportowe, które można podnieść do drugiego stopnia. W koszykówce licealnej nie mamy monitorów i od razu musimy podjąć decyzję. To było właściwe postanowienie arbitrów. Jeżeli mówimy o karze, jedno spotkanie to zbyt mało. Według mnie powinien wypaść na resztę serii. A najlepiej na tak długo, aż Payton wróci do pełnej sprawności.

Z drugiej strony widziałeś już niejedno w trakcie kariery sędziego. Niektórzy tęsknią za twardą grą w defensywie rodem z lat 90. Ty aprobujesz czy raczej potępiasz chociażby słynne „Jordan Rules”?

Odrobinę tęsknię za czasami, gdy zawodnicy mieli więcej swobody i kładli rękę na plecach rywala. Przynajmniej mógłbym wydać osąd odnośnie obrońcy nie pozwalającego na ruch zawodnika ofensywnego. Dziś powinienem to od razu gwizdnąć. I jeśli tego nie uczynię, bo nie myślałem, że ruch gracza atakującego jest ograniczony, a następnie podejmę inną decyzję w podobnej sytuacji, muszę bronić swojego postanowienia. Wiele z tego przypomina dziś piłkę nożną, jeśli mowa o przewadze lub niekorzyści. Może dojść do faulu, ale jeżeli nie przeszkadzasz w grze, po co mam sięgać po gwizdek? Koszykarze walczą o piłkę leżąc na parkiecie i próbują ją od siebie zabrać. Jeśli żaden z nich nie odepchnął drugiego albo nie uniemożliwił mu ruchu, gdzie tutaj przewinienie?

Jak reagujesz na trash-talk? Bo pewnie spotkałeś się z tym zjawiskiem nieraz.

Jest gadanie, trash-talking, a później szyderstwo. Gadki zdarzają się dość często i słuchasz ich, żeby się przekonać, czym naprawdę są. W większości niektórzy mogliby stwierdzić, że to trash-talking, ale znasz różnicę. Śmieciowe gadanie do pewnego stopnia jest nawet w porządku i uważam, że największą sprawą, o którą należy się martwić, jest reakcja na tego typu zaczepki. Zawodnik, który mówi do oponenta, że np. rzuci dziś 50 punktów przeciwko niemu i to robi, jest godny podziwu. Ale liczy się reakcja tego drugiego.

Wtedy musisz prędko i skutecznie zadrwić. W przeciwnym wypadku tracisz kontrolę nad meczem. Jedna mała sztuczka, którą trzeba zastosować, żeby stłumić porywy nakręconych dzieciaków. Zagwiżdżę i zawiążę but albo wezmę piłkę i ręcznik. Wtedy wytrzymuję. Zasadniczo sprowadzam delikwenta na ziemię, jednocześnie zażegnując sytuację. Kiedy to robię, mój kolega po fachu już uspokaja gościa na drugim końcu boiska i daje mu znać, co tak naprawdę nabroił. Im szybciej to powstrzymamy, tym lepiej.

polski-sport.pl wspiera ligę typerów johnnybet

Czy sędzia powinien wdawać się w kłótnie z kibicami i koszykarzami?

Nie. Jednak ja osobiście, podczas przerwy na żądanie, gdy mam piłkę i jest ona gotowa do ponownego wprowadzenia do gry, od czasu do czasu odwracam się i wyjaśniam zasadę, dlaczego nie został orzeczony faul. Oczywiście, wyłącznie wtedy, gdy ktoś mnie o to ładnie poprosi. Fani często nie znają reguł, ale posiadają tzw. „język”, więc zakładają przewinienie lub inne przekroczenie przepisów. Wspaniały jest faul typu „over the back”, który nie istnieje w księdze zasad.

„Giannis Travel” i decyzja dla dobra koszykówki

Na poniższym materiale wideo widzimy Giannisa i potężny błąd kroków. Nazwałbym jego biuro podróży „Giannis Travel”. Gwiżdżesz czy odpuszczasz?

Tak, to olbrzymi błąd kroków, więc jasne, że bym gwizdnął. Multum razy wywoływałem ten błąd podczas meczów. Później tłumaczyłem trenerom, zawodnikom i kibicom, dlaczego podjąłem taką decyzję, a nie inną. Zdarzało się, że nawet demonstrowałem im, z czym wiąże się moje postanowienie. Nie zatrzymuję akcji, ale słyszę rozlegające się buczenie. W związku z tym wykonuję manewr wlokąc moją stopę po parkiecie w odpowiedzi na jęk zawodu. Czy bywają sytuacje, że przeoczę taki błąd? Tak, ale niezwykle rzadko.

Czy to prawda, że koszykarze o wyższym statusie i reputacji w baskecie mogą pozwolić sobie na więcej? Przydarzyło się, że przymknąłeś oko na nielegalne działania w trakcie potyczki?

Tak. Odpuściłem pewną akcję bez faulu. Oto przykład: najlepszy zawodnik w danej drużynie ma na koncie cztery przewinienia i piąte eliminuje go z dalszej gry. Nie zwracam na to uwagi, ale mam świadomość, że następny głupi faul wykluczy go z uczestnictwa w meczu. Wówczas, kiedy np. on i kolega z zespołu walczą o zbiórkę albo wspólnie skaczą do bloku i komuś muszę zapisać przewinienie, wskazuję na kolegę obok. Jeśli ktoś jest dobrym kumplem, bez szemrania podniesie rękę do góry, biorąc na siebie faul. Tutaj musimy przymknąć oko, ale akurat w tej materii jest to całkowicie uzasadnione. Dla dobra basketu.

polski-sport.pl wspiera ligę typerów johnnybet

Gary Payton II wypada na dłuższy okres. „Dillon Brooks złamał kodeks”

 

Podobne teksty

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj komentarz!
Wprowadź imię

Udostępnij

Najnowsze

SOCIAL MEDIA