Strona główna Piłka nożna Europejskie puchary Kto nie ryzykuje, nie pije szampana

Kto nie ryzykuje, nie pije szampana

0

A więc jednak. Chciałoby się powiedzieć: w końcu! W końcu polska drużyna stanowi
pewną markę na rynku europejskim. Mowa oczywiście o Legii, która w tym sezonie
rozgrywek europejskich nie przegrała żadnego meczu (bo nie można brać pod
uwagę rozgrywek futbolowych załatwianych „przy stole” przez panów z białymi
kołnierzami, gdzieś pomiędzy Lozanną a Genewą). Skąd jednak ten sukces? Czy to
kwestia sprzyjającej pogody, dobrej aury, a może modlitw zanoszonych przez
wiernych fanów?

Wydaję się, że największym aspektem, który miał wpływ na Legię było
ryzyko. Jak mówi słynne przysłowie: kto nie ryzykuje, nie pije szampana (wersja
współczesna, legijna, powinna uwzględniać też np. „kto nie ryzykuje, nie tapla się
głową w torcie, nie oblewa się coca colą itd.). Mowa tu o ryzyku, które niewątpliwie
podjęli dwaj udziałowcy stołecznego klubu: Bogusław Leśnodorski i Dariusz
Mioduski. Ryzyko to można podzielić na dwie kategorie: finansowe i sportowe.
Ryzyko finansowe jest niewątpliwe: w Polsce praktycznie nie ma klubów
które zarabiają na siebie.

Wystarczy przypomnieć ostatnie kary nałożone przez
PZPN za niespełnienie postanowień podręcznika licencyjnego dotyczących prognoz
finansowych. Biznesmen to niewątpliwie człowiek z pasją. Człowiek z taką pasją,
która często prowadzi do podjęcia dużego ryzyka. Bowiem nie ma biznesmenów bez
ryzyka. Jest to cecha konstytuująca byt każdego z nich. Kwestią sporną może być
tylko stopień podejmowanego ryzyka. A w przypadku Legii był on naprawdę wysoki
– wystarczy tylko przypomnieć sobie gigantyczne długi Legii wobec ITI.
Z punktu widzenia sportowego, bardziej interesujące jest jednak podjęte
przez BL i DM ryzyko sportowe. Zwolnienie Jana Urbana i zatrudnienie na
stanowisko pierwszego trenera Henninga Berga było ogromnym zaskoczeniem dla
każdego. Zupełnie nieznany trener, nie posiadający żadnych osiągnięć, w dodatku
mało doświadczony, ma zostać trenerem Mistrza Polski? Brzmiało to jak kpina, jak
kiepski żart. I tak też było odbierane.

Dziś natomiast, ktokolwiek na Ł3 chciałby kwestionować słuszność
zatrudnienia Henninga Berga, mógłby co najwyżej liczyć na porządnego kopa w
tylną część ciała. Wybór działaczy okazał się strzałem w dziesiątkę, a nawet w
jedenastkę. Pod każdym względem Henning Berg nas zaskakuje – Legia wygrywa
wszystko, co musi wygrać (tyle wystarczy, naprawdę!); ciągle na boisku szansę
dostają młode talenty ze szkółki – słowem: viva la Berg, viva la Legia, viva BL i DM.
Jestem przekonany, że po wczorajszym zwycięstwie nad Metalistem odbyła się
niesamowicie huczna i szampańska zabawa! I tak ma być, tego właśnie
potrzebowaliśmy w tym kraju nad Wisłą – sukcesu z przytupem!
Przykład Legii powinien być wzorcem dla wszystkich innych klubów
ekstraklasy. Warto ryzykować i bronić podjętego przez siebie ryzyka. Jednak – żeby
podejmować ryzyko trzeba mieć pasję, dla której chce się ryzykować. Taką pasję jaką mają BL i DM.

Autor: Dominik Kulpa