Wczorajsze potknięcie Jagiellonii Białystok w Kielcach wykorzystała Lechia Gdańsk, która w Krakowie pokonała 1:0 (0:0) Wisłę i traci już tylko jeden punkt do liderującej „Jagi”. Krakowianie natomiast mają już tylko matematyczne szanse na wywalczenie czegoś więcej, niż bezpieczne miejsce za poza podium.
Lechia w pierwszych minutach starała się zagrozić Łukaszowi Załusce strzałami z dystansu. Jako pierwszy, już w 2. minucie szczęścia próbował Flavio Paixao. 180 sekund później próbę podjął natomiast Rafał Wolski i golkiper gospodarzy musiał się sporo wysilić, by zapobiec utracie gola. W 26. minucie również zza pola karnego strzelił Marco Paixao, a Załuska sparował futbolówkę na bok. Najszybciej dopadł do niej Wolski, który dośrodkował na piąty metr, a tam fatalnie spudłował portugalski snajper „gdańszczan” i na tablicy nadal utrzymywał się wynik bezbramkowy.
Przyjezdni do siatki trafili po raz pierwszy tuż po przerwie, jednak gol Flavio nie został uznany z powodu pozycji spalonej. Sytuacja zepchniętej raczej do obrony Wisły skomplikowała się w 50. minucie, kiedy Tomasz Cywka pociągał za koszulkę Sławomira Peszko, doprowadzając do jego upadku. Defensor gospodarzy otrzymał żółtą kartkę – drugą w tym meczu – i musiał 40 minut przed końcem regulaminowego czasu gry udać się do szatni. Grająca w dziesiątkę Wisła wytrzymała tylko 8 minut bez straty bramki. Podanie Peszki na trafienie zamienił Lukas Haraslin.
Krakowianie najgroźniej zaatakowali po 70. minucie. Najpierw wprowadzony z ławki Jakub Bartosz był bliski pokonania Dusana Kuciaka, a chwilę później arbiter powinien raczej podyktować rzut karny dla gospodarzy po faulu Mario Malocy. Paweł Gil na wapno jednak nie wskazał, co spowodowało frustrację po stronie Wisły. W doliczonym czasie gry nerwy puściły trenerowi Koko Ramirezowi, który został odesłany przez sędziego na trybuny i tam musiał dokończyć oglądanie porażki swojego zespołu.
Lotto Ekstraklasa – 32. kolejka
Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 0:1 (0:0)
Haraslin 58

