Jakub Świerczok latem związał się z japońską drużyną Omiya Ardija. Wydawało się, że zmiana pracodawcy wyszła Polakowi na dobre. Napastnik strzelił pierwszego ligowego gola od listopada 2021 roku. Nadzieje na powrót 30-latka do formy pokrzyżowało uszkodzenie więzadła pobocznego bocznego w prawym kolanie. Zawodnika czeka długi proces leczenia.
Pech nie odpuszcza. Najpierw zawieszenie, teraz kontuzja
Czterokrotnie Jakub Świerczok wyjeżdżał z Polski, aby podbić zagraniczne ligi. Najpierw napastnik zaliczył nieudaną przygodę w 1. FC Kaiserslautern, po której na kilka lat wrócił do Polski. W 2018 roku napastnika zakupił Łudogorec Razgrad. W Bułgarii Świerczokowi poszło znacznie lepiej. Jego trzecia zagraniczna przygoda miała miejsce w japońskim Nagoya Grampus.
Tam również napastnik wyglądał bardzo dobrze, ale jego karierę zatrzymało uzyskanie pozytywnego wyniku antydopingowego po jednym ze spotkań ligowych. Jakub Świerczok nie zamierzał się jednak poddawać. Na początku 2023 roku Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie (CAS) pozytywnie rozpatrzył odwołanie piłkarza i przywrócił mu prawa zawodnika.
Dzięki temu Świerczok mógł związać się z kolejnym zespołem. Jego nowym klubem kilka miesięcy temu została drugoligowa Omiya Ardija. Polak japońskim zespole zaliczył dziesięć spotkań, w których strzelił trzy gole. Tym razem na przeszkodzie stanęła jednak kontuzja. W meczu 37. kolejki japońskiej drugiej ligi Świerczok doznał uszkodzenia więzadła pobocznego bocznego w prawym kolanie.
Umowa sześciokrotnego reprezentanta Polski z drużyną Omiya Ardija wygasa 30 czerwca 2025 roku. Piłkarz rehabilitację przejdzie w naszym kraju. Świerczok już zapowiedział, że po wyleczeniu urazu chce jeszcze raz powalczyć o miejsce w składzie swojego nowego zespołu.

