W spotkaniu zamykającym 10. kolejkę Lotto Ekstraklasy Piast Gliwice zremisował 1:1 na własnym stadionie ze Śląskiem Wrocław. Obie bramki padły dopiero w doliczonym czasie gry.
Pierwsze minuty spotkania w Gliwicach były bardzo spokojne. Obie drużyny badały siebie nawzajem i żadna z nich nie potrafiła poważnie zagrozić bramce rywali. Dopiero w 19. minucie podopieczni Radoslava Latala oddali pierwszy celny strzał na bramkę Śląska. Z prawej flanki celnie futbolówkę wrzucił Pietrowski, ale strzał głową Jankowskiego bez większych problemów wybronił Mariusz Pawełek.
W 26. minucie defensor Piasta swoją nieporadnością mógł sprawić gościom ogromny prezent. Zawodnik wicemistrzów Polski próbował odegrać z boku boiska do bramkarza, ale zrobił to tak nieporadnie, że do piłki doszedł Morioka. Na jego szczęście zawodnik Śląska zbyt bardzo wygonił się do prawej strony, a następnie niecelnie odegrał futbolówkę piętą.
Chwilę później swoją szansę miał Dvali, ale jego uderzenie instynktownie wybronił Jakub Szmatuła. Gospodarze odpowiedzieli w 32. minucie. Z rzutu wolnego potężnie uderzył Bukata, ale jego strzał nieznacznie minął bramkę.
W 38. minucie niewiele brakowało, a własnego bramkarza pokonałby Pawelec. Patrik Mraz dograł futbolówkę z rzutu wolnego, a defensor gości trącił ją głową. Na jego szczęście zatrzymała się ona na poprzeczce bramki Mariusza Pawełka.
Tuż przed przerwą bramkę do szatni mógł zdobyć Maciej Jankowski. Uderzył jednak zbyt słabo i piłkarze schodzili do szatni przy bezbramkowym remisie.
W drugiej połowie bardzo długo żadna z drużyn nie potrafiła stworzyć sobie klarownej sytuacji bramkowej. W 62. minucie przed kolejną dobrą okazją stanął Maciej Jankowski, ale uderzył niecelnie. Chwilę później to Śląsk miał znakomitą okazję. Ryota Morioka jednak zamiast podać do niepilnowanego Dankowskiego wdał się w niepotrzebny drybling, a następnie jego uderzenie zostało zablokowane.
W 69. minucie Kokoszka znakomicie podaniem prostopadłym obsłużył japońskiego pomocnika Ślaska. Morioka stanął oko w oko z Jakubem Szmatułą, ale strzelił w najgorszy możliwy sposób i goalkeeper gospodarzy wybronił uderzenie.
Gdy wydawało się, ze spotkanie zakończy się bezbramkowym remisem Kamil Biliński w 90. minucie wyszedł sam na sam z Jakubem Szmatułą. Napastnika Śląska nieprzepisowo zatrzymał Hebert za co arbiter spotkania podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł sam poszkodowany i po rękach bramkarza gospodarzy wpakował piłkę do siatki.
Chwilę później antybohater poprzedniej akcji zrehabilitował się i zdobył bramkę wyrównująca. Brazylijczyk stał niepilnowany w polu karnym przyjezdnych i strzałem głową pokonał bezradnego Mariusza Pawełka.
Ostatecznie spotkanie w Gliwicach zakończyło się remisem 1:1. Drużyny podzieliły się punktami co oznacza awans Śląska na 9. lokatę. Piast pozostał na 15. pozycji.

