Strona główna Piłka nożna Lotto Ekstraklasa Udana pogoń Lechii Gdańsk w Białymstoku

Udana pogoń Lechii Gdańsk w Białymstoku

0
PODZIEL SIĘ

Jagiellonia Białystok po golach Tuszyńskiego prowadziła z Lechią Gdańsk już 2:0, ale spotkania nie wygrała. Bramki na wagę remisu dla przyjezdnych zdobywali Wiśniewski oraz samobójczą Wasiluk.

Spotkanie miało kilka podtekstów. Wszak Bartłomiej Pawłowski czy Maciej Makuszewski nie tak dawno temu grali w Jagiellonii, a Lechię prowadził jeszcze wiosną obecny trener Jagi Michał Probierz. Z Gdańska do Białegostoku przeszli z kolei, niechciani w Lechii, Patryk Tuszyński i Sebastian Madera.

Już pierwsza groźniejsza akcja Jagiellonii Białystok w 5. minucie zakończyła się golem. Po wrzutce z rzutu rożnego Niki Dzalamidze piłkę pod nogi Gruzina wybili obrońcy Lechii Gdańsk. Kolejne dośrodkowanie za plecy Dariusza Treli wpadło prosto na głowę Tuszyńskiego, który wbił piłkę do bramki.

Gdańszczanie byli zaskoczeni postawą Jagiellonii, na której widać nie zrobiło wrażenia wysokie, bo 4:0 zwycięstwo Lechii w sparingu z Panathinaikosem. Po objęciu prowadzenia przez gospodarzy obraz meczu nie uległ większej zmianie, w dalszym ciągu więcej do powiedzenia mieli podopieczni Probierza.

Kolejny strzał na bramkę kibice obejrzeli dopiero w 21. minucie. Wtedy to lewą stroną w pole karne wpadł Tuszyński, zakręcił obrońcą i uderzył na bramkę. Trela zdołał jednak odbić strzał.

Lechia zaczęła grać dokładniej w okolicach 25 minuty. Jednak gdańszczanom wyraźnie brakowało zgrania. Zagrożenie pod bramką gospodarzy goście stwarzali głównie po indywidualnych akcjach.

Wydawało się, że gdańszczanie zaczynają porządkować grę, a gola zdobyli gracze Jagi. W 29. minucie Dani Quintana popisał się dobrym dograniem do Tuszyńskiego, który ograł bramkarza i strzałem do pustej bramki pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie swojego zespołu.

Trzy minuty później po krótko rozegranym rzucie rożnym głową pół metra obok dłuższego słupka uderzył Tuszyński. Chwilę później po raz pierwszy zakotłowało się pod bramką Jagi, ale dobre interwencje Madery wyjaśniły sytuację. Z kolei w 36. minucie Quintana dołożył nogę do płaskiej wrzutki z lewej strony Macieja Gajosa. Piłka źle trafiona przez Hiszpana minęła bramkę.

Na sytuację na placu gry starał się reagować opiekun Lechistów Joaquim Machado, który w 40. minucie zdjął z boiska słabego Pawłowskiego. Na boisku pojawił się Piotr Grzelczak.

Dość niespodziewanie goście przed przerwą zdobyli kontaktową bramkę. W doliczonym czasie obroną Jagiellonii po prawej stronie zakręcił Piotr Wiśniewski, który popisał się przepięknym uderzeniem dającym Lechii nadzieję na wywiezienie z Białegostoku korzystnego wyniku. Warto dodać, że gol nie powinien zostać uznany, ponieważ piłkarz gości znajdował się wcześniej na spalonym.

Druga połowa rozpoczęła się od niecelnego strzału z dystansu Zaura Sadajewa. Goście zgodnie z oczekiwaniami ruszyli do odrabiania strat, ale Jagiellonia nie zamierzała czekać na rywala i także starała się atakować.

Po kilku minutach gra przeniosła się do środka pola i z placu gry zaczęło wiać nudą. Optyczną przewagę wprawdzie posiadali goście, ale niewiele z tego wynikało. Lechia, która nie oddawała strzałów na bramkę gospodarzy, dość niespodziewanie doprowadziła do remisu w 69. minucie. Prawą stroną w pole karne wpadł Sadajew, płasko dośrodkował, a piłkę we własnej bramce umieścił Marek Wasiluk.

Sześć minut po zdobyciu wyrównującego gola Lechia mogła wyjść na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z lewej strony piłki we własnej siatce omal nie umieścił Radosław Jasiński. Futbolówka o kilkadziesiąt centymetrów minęła bramkę Krzysztofa Barana.

Gdańszczanie na placu gry zaczęli uzyskiwać coraz wyraźniejszą przewagę na co zareagował Michał Probierz wzmacniając przede wszystkim defensywę. Roszady sprawiły, że gospodarze mogli skuteczniej przeciwstawić się Lechii, która jednak wciąż miała optyczną przewagę. Wynik gry nie uległ już zmianie i pojedynek zakończył się podziałem punktów.

Autor: Damian Wilary