Legia Warszawa w zimowym oknie transferowym sprowadziła dwóch napastników: Daniela Chima-Chukwu i Tomasa Necida zastępując tym samym Aleksandara Prijovicia i Nemanję Nikolicia. Jak jednak przyznał w wywiadzie dla „Polska The Times” dyrektor sportowy mistrzów Polski, Michał Żewłakow Czech był dopiero numerem trzy na liście transferowej…
– Necid był numerem dwa, albo nawet numerem trzy, na naszej liście transferowej. Po Caicedo i… Orlando Sa! Chcieliśmy wykupić go ze Standardu Liege, ale odkąd został ich najlepszym strzelcem, zaczął kosztować duże pieniądze. Szkoda, bo jestem w kontakcie z Orlando i wiem, że tęskni za Warszawą. Pewnie gdyby nie jego trudne relacje z trenerem Henningiem Bergiem, Sa grałby w Legii do dziś – powiedział Michał Żewłakow.
– To byłby transfer porównywalny z przyjściem Vadisa Odjidjy-Ofoe – mówi o walce o Caciedo Żewłakow i dodaje: – Moim zadaniem zabrakło wiele, nie zbliżyliśmy się do niego przesadnie. My, takie mam wrażenie, zrobiliśmy wszystko, aby do transferu doprowadzić. Okazało się, że to było za mało – dodał dyrektor sportowy Legii.

