Strona główna Bez kategorii Stadiony – czy to się opłaca?

Stadiony – czy to się opłaca?

0

Niedawno zakończył się V Memoriał Kamili Skolimowskiej. Oglądaliśmy występy lekkoatletów z Polski, a także z zagranicy, wśród których najsłynniejszym był niewątpliwie Mistrz Olimpijski i rekordzista świata w biegu na 100 metrów, Usain Bolt. Cała impreza odbyła się na Stadionie Narodowym, który jest stadionem typowo piłkarskim. Dzieje się tak dlatego, bo dwumilionowa stolica, prawie czterdziestomilionowego kraju nie ma poważnego stadionu lekkoatletycznego. Dlatego też wielu sportowców tej dziedziny apelowało: nie mamy na czym trenować! Chyba jedną z pierwszych była nasza mistrzyni w rzucie młotem, Anita Włodarczyk. Wprost powiedziała na spotkaniu z Donaldem Tuskiem, że liczy na szybki remont stadionu warszawskiej Skry, który przed laty przyciągał tłumy, a dziś straszy.

Nasuwa się pytanie: czy to Rząd ma być odpowiedzialny za rozwój infrastruktury sportowej? Czy aby Donald Tusk był odpowiednią osobą, do której Anita kieruje swoje słowa?

W 2012 roku odbyła się największa impreza sportowa w historii powojennej Polski, wszystkim doskonale znane EURO 2012. W Polsce mecze piłkarskie odbywały się na czterech stadionach: Narodowym w Warszawie, miejskim w Poznaniu, miejskim w Gdańsku oraz miejskim we Wrocławiu. Wszystkie zostały zbudowane za pieniądze Skarbu Państwa, właśnie na potrzeby tego wydarzenia. Podatnicy na każdą arenę wyłożyli odpowiednio: 2 mld (!), 750 mln, 850 mln i 860 mln (wszystkie kwoty w PLN). Są to obiekty, które służą wybranej części społeczeństwa – sportowcom i kibicom, a nie ogółowi. Czy rolnik spod Suwałk, korzysta z tych obiektów oglądając sportowe wydarzenia? Czy emerytka z Piły (oczywiście nie-kibicka) jeździ do Wrocławia oglądać w akcji Śląsk czy reprezentację? Albo czy strażak z Przemyśla jeździ na każdy koncert grany na PGE Arenie? No właśnie, zrzucił się cały Naród, korzystają nieliczni. Stadiony zaś nadal przynoszą straty.

We Wrocławiu za 2013 byli 8 mln na minusie i jak podają eksperci, zyski mogą się pojawić dopiero w 2017 roku. W Gdańsku, według przewidywań, PGE Arena będzie rentowna za 3 lata, a co ciekawe, pierwszy operator stadionu pozostawił po sobie 6 milionów długu! W Poznaniu oficjalnie liczb nie podali, jednak wiadomo, że koszty budowy szybko się nie zwrócą – operator, czyli Lech za wynajem płaci miastu 600 tysięcy zł., zabiera też lwią część dochodu ze sprzedaży praw do nazwy obiektu. Dodatkowo nie zawsze opłacalne są też imprezy rozrywkowe, w tym koncerty. W 2012 roku Wrocław dopłacił do nich 21 milionów. Poznań dofiinansował otwarcie stadionu – koncert Stinga kwotą 3 milionów. Owiany legendą zaś koncert Madonny na Stadionie Narodowym przyniósł straty wysokości 5 milionów.

Czemu to wszystko piszę? I jaki to ma związek z początkiem mojego tekstu? To jest właśnie pośrednia odpowiedź na apel Anity. Rząd RP może sfinansować remont stadionu Skry, może dodatkowo wybudować nowy, może w największych polskich miastach postawić kilka owalnych stadionów na conajmiej 50 tysięcy. Pytanie jednak brzmi: czy to się opłaca? Z tego samego względu nie wybudowano jeszcze toru dla łyżwiarzy, o który tak apelowano po zdobyciu złota olimpijskiego przez Zbigniewa Bródkę. Państwo bowiem nie może inwestować w coś, co się nie zwróci. Pamiętajmy tym bardziej, że są to nasze pieniądze, gdyż środki na każde zamówienie publiczne pochodzą z naszych podatków. Nie należy też popełniać błędów sprzed dosłownie kilku lat i bezsensownie budować obiektów, które nie będą w centrum zainteresowania, nawet kibiców. Zwróćmy bowiem uwagę, że stadiony klubów Ekstraklasy należą do samorządów i rzadko kiedy ich trybuny wypełniają się do ostatniego miejsca. Tam straty finansowe także się pojawiają…

Nie chodzi mi o to, by w ogóle nie budować, czy się nie rozwijać. Także jako kibic chciałbym oglądać popisy naszych sportowców na nowoczesnych arenach, które są bezpieczne, funkcjonalne i ładnie wyglądają w telewizji. Jednak problem dotyczy czegoś innego. Słowa Anity Włodarczyk powinny być skierowane do prywatnych przedsiębiorców, którzy wyłożą pieniądze na remont lub budowę obiektu, a także sami się o niego zatroszczą. Jest to najlepsze wyjście, które obserwujemy w zachodniej Europie, np.: w Anglii. Podatnicy bowiem nie płacą za stadion, który będzie służył wąskiemu gronu, a właściciel lepiej zadba o niego. Często słyszę argumenty typu: „Co jeśli będzie owy właściciel żądał horrendalnych pieniędzy za wypożyczenie obiektu na czas międzynarodowego turnieju? Przecież z tego powodu może on się nie odbyć.” Zastanówmy się jednak: czy płacąc ciężkie pieniądze za budowę i utrzymanie obiektu ten sam właściciel wywinduje niebotyczne ceny za organizację czegokolwiek? Tym samym zgodziłby się przecież, by koło nosa przeszła mu możliwość zorganizowania imprezy i zarobienia pieniędzy. Właściciel będzie dbał o to, by stadion był maksymalnie wykorzystany i spłacił się jak najszybciej. Zresztą – koszty organizacji czy Memoriału Kamili Skolimowskiej, czy Diamentowej Ligi, czy Mistrzostw Europy z pewnością byłyby niższe niż utrzymanie miejskiego stadionu, przez państwową spółkę, która może przynieśc wielomilionowe straty (co wykazałem poprzez przykłady stadionów na Euro).

Wniosek nasuwa się jeden – adresatem apeli sportowców o nowe obiekty powinni być ludzie prywatni, biznesmeni czy wszelkiego rodzaju inwestorzy. Interwencjonizm państwa w tę dziedzinę (tak samo jak interwencjonizm w gospodarkę) nie kończy się dobrze dla jego budżetu. Warto dodać, że z tej samej przyczyny wielu ludzi stało się przeciwnikami organizowania Igrzysk Olimpijskich w Krakowie w 2022 roku. I dobrze!