W pierwszym meczu w nowym roku w stolicy Legia podejmowała ostrowską Stal. Faworytem mimo „pewnych” zmian w zespole byli goście. Aż trzech zawodników Stali zaliczyło podwójną zdobycz.
Od początku spotkania aktywny był Jarosław Mokros oraz Jay Treahtt. Pierwszy szybko był aktywny pod atakowaną tablicą. Za to Threahtt napędzał akcje swojego zespołu. W Legii nie widoczny w pierwszej fazie był Maciej Michalak a Kahlil Dukes pudłował z czystych pozycji. Akcje Legii były momentami bez pomysłu. Ostrowianie wykorzystywali straty rywala. Szybko grająca Stal w nie co ponad cztery minuty odskoczyła z stanu 7:11 do prowadzenia jedenastoma (11:22) oczkami.
Początek drugiej odsłony to sporo strat w ataku Legii. Przewaga ostrowian utrzymywała się długo na poziomie dwucyfrowym. Aktywni byli Nikola Jevtović (10 pkt w pierwszej połowie), Jarek Mokros (15 pkt do przerwy) czy Jay Treaht (po osiem pkt i asyst) Stołeczny zespół odpowiadał pojedyńczymi indywidualnymi zagraniami. W końcówce drugiej kwarty mały sygnał do ataku dał najskuteczniejszy w pierwszej połowie w Legii Adam Linowski (12 pkt) szybko zdobywając pięć oczek, ale gra w obronie Legii pozostawała bardzo dużo do życzenia i przez to głównie granica dziesięciu punktów różnicy dla warszawian był w pierwszej połowie nie do złamania.
Po zmianie stron Legia się uaktywniła. Przewaga gości spadła do stanu 43:51, ale nie na długo. Po trójce Treahta stalówka prowadziła czternastoma oczkami. Gdy kolejny rzut zza łuku dorzucił Garbacz na tablicy było 49:67. Legii jakby skończył się pomysł na grę w tej kwarcie, bo pojedyńcze trafienia Michalaka czy Linowskiego to za mało.
Pierwsze akcje ostatniej kwarty to fatalna postawa Legii w obronie. Stalówka szybko osiągnęła ponad dwadzieścia oczek przewagi. Trafienia Milana Milovanovicia i tak nie zmieniły słabego obrazu gry w Legii. Kolejne trafienia zza łuku postawy gości dopełniały obrazu niemalże tragicznego obrazu gry w tej części legionistów. Na pięć minut do końca jak ostrowianie zbliżyli się na trzydzieści oczek różnicy można było się zastanawiać czy Legia zasługuje na ekstraklasę w takim układzie. Na cztery minuty do końca spotkania trener Spasev wpuścił już nawet nie grającego do tej pory w EBL Maksa Motela. Był to jasny sygnał, że Legia rzuciła ręcznik zamiast podjąć próbę zmniejszania strat do rywali.
LEGIA WARSZAWA – BM SLAM STAL OSTRÓW WLKP. 75:104 (13:22, 23:26, 20:22, 19:34)

