Strona główna Felietony Zaczynamy! W szpilkach po murawie #1

[FELIETON] Zaczynamy! W szpilkach po murawie #1

0

Cześć, dzień dobry, dobry wieczór. Nie witam się, bo witają to się ludzie na wsi. Czołem wszystkim, którzy wpadli poczytać nowy “felieton”. Będzie dość nietypowo, bo zacznijmy od tego, że za pisanie zabrała się… kobieta i będzie pisać o piłce. Jeszcze kilka lat temu brzmiał to jak oksymoron. Teraz już męska część widowni zaczyna się przyzwyczajać. A więc, zapraszam!

Wszyscy, którzy już wyłączyli tę stronę, po przeczytaniu słów “kobieta” oraz “będzie pisać o piłce”… uczcijmy ich pamięć minutą ciszy… Dzięki! Teraz czas na krótki wstęp. Moje dane znajdują się na dole strony, więc jak przeczytacie, możecie zobaczyć jak się nazywam. Potem znaleźć mój profil na FB albo TT i zacząć chwalić, ganić, hejtować. Możecie też do mnie napisać, jeżeli chcecie. Zostawiam wybór Wam. Szanuje każdego czytelnika, dlatego nie chce się od Was odcinać. Wręcz przeciwnie. Otwartą i konstruktywną krytykę lub wsparcie, zawsze docenię.

Tytuł tej serii też nie jest przypadkowy. Po pierwsze: szpilki miałam na nogach jakoś dwa lub trzy razy w życiu. Nigdy nie było to boisko, a szkoda! Nienawidzę tych butów, są mega niewygodne i nie wiem jak można w nich chodzić dłużej niż godzinę. O tańczeniu nie mówiąc. Teraz porównanie dla facetów: wyobraźcie sobie, że zdejmujecie dość ciasno zawiązany krawat po 8 godzinach siedzenia w biurze, w świeżo wykrochmalonej koszuli, podczas spotkania służbowego. Ogromna ulga… prawda? Właśnie dlatego tak niewielu nosi regularnie, do pracy, krawat. Jednak czasami trzeba, więc i ja muszę zakładać od czasu do czasu te cholerne szpilki. Dobrze, że tylko “od święta”. Jednak te buty mają ogromną zaletę. Wygląda się w nich ładniej, niż w zwykłych trampkach i nawet czasami faceci na to lecą. Tyle teorii. Oglądanie polskiej piłki czasami powoduje u Nas właśnie takie uczucie jak noszenie szpilek lub krawatu. Dlatego staram się wyróżnić z tłumu i będę “biegać” w “ładnych” butach… po murawie!
Po drugie, wspomniana już “murawa” brzmi jakoś lepiej niż boisko, więc zdecydowałam się na ten leksem. Koniec historii.

Moja przygoda z portalem Polski-Sport rozpoczęła się niedawno, na początku 2019 roku. Po krótkiej przerwie od pisania (zajęcia, sesja, przeprowadzka), niczym nasza ukochana liga, wracam, otwieram drzwi z buta i zamierzam tworzyć coś większego. Stąd pomysł na cotygodniowy FELIETON. O czym? O piłce, o faktach i mitach. O moich przemyśleniach na temat ostatniej kolejki Ekstraklasy. O tym co się wydarzyło na polskich boiskach przez ostatnie 7 dni. Umówmy się na wstępie. Nie oglądam każdego spotkania minuta po minucie. Będę starać się wybierać te fakty i wydarzenia, które w danej kolejce przyciągnęły moją uwagę. To co będę tutaj opisać, to całkowicie subiektywna opinia, mój osobisty punkt widzenia i można się z tym nie zgodzić. Właściwie nawet o to chodzi, aby ktoś wyszedł na środek i powiedział: NIE, WCALE TAK NIE MYŚLĘ! (oczywiście używając argumentów, będzie mi bardzo miło). Stwórzmy sobie tutaj nasze małe pole do rozmów na temat piłki nożnej. Bo jak zawsze jest o czym rozmawiać – będziemy w końcu mówić o polskiej piłce.

Będzie to taka “mini” próba podsumowania każdej kolejki Lotto Ekstraklasy, z małymi wrzutkami z innych, niższych, lig (o ile znajdzie się tam coś ciekawego). Na końcu wybiorę jedenastkę kolejki oraz największego “Dzbana” i “Pana Piłkarza” (chyba nie trzeba nikomu wyjaśniać dlaczego takie określenia i jakie mają znaczenie). Również zapraszam do gry wraz ze mną (i innymi znajomymi) w Fantasy Ekstraklasa. Jeżeli znajdą się chętni, to zapraszam do prywatnej ligi. To chyba tyle tytułem wstępu. Zaczynamy!

Po przerwie zimowej wróciła Ekstraklasa. Długo czekaliśmy na zapierające dech w piersiach zagrania, fantastyczne bramki, niesamowite akcje i popisy kibiców na trybunach. No i się nie zawiedliśmy! Już pierwsza kolejka po powrocie dostarczyła Nam ciekawych sytuacji do analizy. Układ gier w 21. kolejce, na pierwszy rzut oka nie zachęcał, a w każdym razie nie obfitował w hity. Gdyby nie to, że czekaliśmy ponad miesiąc, żeby znów zasiąść głęboko w fotelu z piwerkiem i cheapsami lub na stadionie i zamiast Premier League czy Bundesligi wreszcie obejrzeć Ekstraklasę! Taaak!

Miedź Legnica 0:3 Jagiellonia Białystok
Na pierwszy rzut dostaliśmy przystawkę w postaci meczu Miedzi Legnica z Jagiellonią Białystok. Przed meczem Wojciech Łobodziński otrzymał od klubu okolicznościową koszulkę w podziękowaniu za 187 meczów, które rozegrał w Miedzi. I to na tyle z ciekawych i fajnych wydarzeń w Legnicy tego wieczoru. Zgodnie z przewidywaniami, Jaga spokojnie poradziła sobie z “Miedzianką” i zapewniła trzy punkty. Zawodnicy trenera Nowaka po niezłej rundzie jesiennej, na wiosnę będą musieli udowodnić swoją klasę i pokazać, że stać ich na grę na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce. W tym spotkaniu sytuację skomplikowała czerwona kartka dla obrońcy Miedzi, Bozica. Mimo, że legniczanie oddali więcej strzałów, mieli większe posiadanie piłki, na niewiele się to zdało. Jaga wykorzystała swoje sytuacje perfekcyjnie, a Miedź traciła bramki w taki sposób, jakby zapomnieli jak wygląda gra w defensywie. Mecz do zapomnienia. Bez niespodzianek i rewelacji.

Lech Poznań 1:2 Zagłębie Lubin
Za to w kolejnym spotkaniu było już znacznie ciekawiej. Nie tylko patrząc na wynik, ale na to co stało się na boisku… Zacznijmy od tego, że Zagłębie samo mogło zdobyć drugą bramkę i ograć Lecha, bez ich pomocy. Jednak Starzyński postanowił nie strzelić karnego. A raczej Burić po raz kolejny okazał się kozakiem w bramce.

Strzelanie w Poznaniu rozpoczęli podopieczni Adama Nawałki. W 65 minucie Gytkjar wyprowadził Kolejorza na prowadzenie. Dziesięć minut później wyrównał Starzyński. Strzelanie przy Bułgarskiej zakończył fantastyczną bramką samobójczą Vujadinović, w doliczonym czasie gry. Zagłębie wygrało, choć w sumie to nie zasłużyło. Remis byłby najbardziej sprawiedliwy, patrząc na to, co działo się na murawie. Nawałka miał dużo czasu (a na pewno więcej niż przed przerwą), aby zmienić coś w grze Lecha. Niewiele póki co z tego wynika. Oczywiście to pierwszy mecz rundy więc nie róbmy tragedii. W Poznaniu też nie płaczą. Trzeba się wziąć dalej ostro do roboty. Zagłębie postawiło się dzielnie Lechowi i wywiozło z Bułgarskiej trzy punkty. W całej nieporadności Lecha i pechu „Miedziowych” to i tak nieźle. Bo mogło się to skończyć gorzej dla “Lechitów”. Mimo to dość sensacyjnie i niespodziewanie Zagłębie wygrało. Vujadinović – defensor Lecha Poznań w nagrodę za swoją świetną grę “zarówno w defenzywie jak i ofenzywie” otrzymuje tytuł “dzbana kolejki”. Gratulujemy!

Śląsk Wrocław 2:0 Zagłębie Sosnowiec
Następie przenosimy się w ekspresowym tempie do Wrocławia, gdzie WKS podejmował ostatnie w tabeli Zagłębie Sosnowiec. Jedni i drudzy prawie z nożem na gardle. Sosnowiczanie są w gorszej sytuacji, znajdują się od dłuższego czasu pod kreską. Do tego wymienili taką liczbę zawodników, że trener Tottenhamu mógłby zejść na zawał słysząc o takim wietrzeniu szatni. Wrocławianie również zrobili transfery. Z tą subtelną różnicą, że wyciągnęli praktycznie “spod ziemi” aktualnie najszybszego zawodnika w lidze. Do tego w środku pola od teraz rządzi i dzieli Krzysztof Mączyński. Pozbyli się przy tym Srnica, który i tak nie grał oraz wypożyczyli kilku młodych. Dokładając do tego nowego, naprawdę ułożonego i “kumatego” trenera z Czech, to WKS powinien chociaż zapewnić sobie spokojny byt w lidze, już pod koniec rundy zasadniczej. Patrząc na skład i potencjał to powinna być nawet górna ósemka. Jednak we Wrocławiu zostaje to póki co jedynie w sferze marzeń, przede wszystkim kibiców. Pomimo, że gra Śląska wyglądała lepiej, szczególnie widać było pomysł na rozegranie stałych fragmentów, to prawdziwy test jeszcze przed WKS-em. Następny mecz z Wisłą Kraków to może nie będzie jakiś prawdziwy sprawdzian. Ale dalej na rozkładzie są derby z Zagłębiem Lubin, Legia Warszawa oraz Jagiellonia Białystok. Po tych spotkaniach będziemy mogli coś więcej powiedzieć o grze Śląska i jego “walce o spadek”. W Sosnowcu za to nie udało się za wiele zlepić z tego co przyszło. Kolejny rekord “pobił” nowy nabytek Zagłębia, Gabedava. Dwie żółte kartki w przeciągu dwóch minut i od 29 minut sosnowiczanie grali w 10. Nie było łatwo. Mimo, że Śląsk na moment oddał nawet kontrole nad przebiegiem spotkania, to zadał decydujący cios i zgarnął trzy punkty. Wrocławianie wzięli głęboki wdech i mogą myśleć co dalej. A Zagłębie Sosnowiec dołącza po raz kolejny do grona badziewiaków i dalej jest najgorszym beniaminkiem od czasów… Zagłębia Sosnowiec.

Cracovia Kraków 2:1 Piast Gliwice
W Krakowie jedna z tamtejszych drużyn podejmowała Piasta. Drużyna z Gliwic oddała 2, słownie dwa, strzały celne w całym meczu. Skuteczność 50%. Niezły wynik jak na naszą ligę. Zespół z Krakowa miał takich strzałów siedem. Wpadły dwie bramki. Cóż, na Piasta wystarczyło. W końcu w piłce właśnie o to chodzi, aby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika. Podopieczni Michała Probierza idą w górę i nie zamierzają się zatrzymywać. Z drugiej strony Piast za bardzo nie wiedział jak przeszkodzić rywalom w tym meczu. I tak oto, trzy punkty zostały “przy błoniach”.

Lechia Gdańsk 2:1 Pogoń Szczecin
Mecz bez historii. To, że bramkę strzeli Paixao, jest prawie tak pewne, jak trafienie Piątka dla AC Milanu. Lechia dość długo męczyła się z rywalem. Od lidera tabeli powinniśmy wymagać znacznie więcej. Portowcy wyszli zmotywowani, aby wywieźć choć remis z Gdańska. Zagrali całkiem dobre spotkanie, oddając więcej strzałów na bramkę oraz mając większe posiadanie piłki. Ale jak to w piłce bywa – Pogoń grała, próbowała, nawet bramkę strzeliła, ale to Lechia wygrała i zainkasowała trzy punkty. Mecz w każdym razie bez żadnej rewelacji. No może poza fenomenalną bramką z rzutu wolnego Mladenovica.

Ważniejsze są wydarzenia, które miały miejsce przed meczem. Minutą ciszy uczczono bowiem pamięć zamordowanego prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza. Dla całego Gdańska i połowy Polski było to wydarzenie tragiczne, które zmobilizowało naród do wyjścia na ulice i pokazania swojej solidarności z Gdańskiem. Jednak kibice ze Szczecina mieli to totalnie gdzieś. A mówiąc wprost – mieli to w dupie! Podczas minuty ciszy postanowili buczeć, gwizdać, ryczeć i śpiewać coś w stylu “raz sierpem, raz młotem…”. Bo kto komu zabroni? Można przyjść na stadion, robić co się żywnie podoba. Wygłaszać swoje poglądy, pozdrawiać ludzi do więzienia, pisać coś o konfidentach i na końcu drzeć jakieś propagandowe, polityczne hasła. I co z tego, że minuta ciszy. Nic! I nikt z tym też nic nie zrobi. Stadion to przecież miejsce publiczne. Szczyt chamstwa i buractwa. Wstyd. Aż szkoda strzępić…

Arka Gdynia 1:2 Korona Kielce.
Wynik 1:2. Dziękuje.

Wisła Płock 0:1 Legia Warszawa.
Legia nie bez większych problemów, jednak ograła Wisłę. Skromnie, bo skromnie, ale punkty jadą na Łazienkowką. Mecz był tak zacięty, że jedna i druga drużyna oddała w pierwszej połowie po jednym celnym strzale na bramkę rywala. W drugiej odsłonie Wisła wyrównała swój wyczyn z pierwszej części. “Legioniści” natomiast oddali, uwaga, aż 4, słownie cztery strzały celne. Starczyło, aby Jędrzejczyk strzelił pierwszą bramkę w 2019 roku dla Legii.

Górnik Zabrze vs Wisła Kraków.
No i na koniec. Rarytas. Wisienka na torcie. Truskawka na torcie. Pączek z samym nadzieniem, a nie jakaś tam lukrowana kajzerka!

I stało się! Wrócił! Jest i on. Jakub Błaszczykowski we własnej osobie. Powrót nie będzie łatwy. Bo to, że Wisłę udało się przywrócić do żywych po długiej reanimacji, to nie oznacza, że jest zdrowa. Wciąż potrzebuje opieki. A pierwszy mecz pokazał, że zespół jest w mocnych tarapatach (nie mylić z panią Sarapatą!) i trzeba wszystko układać na nowo. Górnik z dużą łatwością tworzył sobie przestrzeń w środkowej strefie. Bardzo dobrze piłką operował Żurkowski. Na skrzydłach Górnicy również tworzyli spory wiatr. Nie oszukujmy się, że Wasilewski do spółki z Pietrzakiem czy Sadlokiem będą mieć problem, aby dogonić 3/4 ligi w pojedynku biegowym. Może niech jeszcze odkurzą Głowackiego? Dobra, żart. Wracając. Angulo też miał swoje świetne okazje. Gdyby nie pudło Hiszpana w sytuacji jeden na jeden, trochę więcej celności pomocników Górnika, podczas strzałów zza szesnastki, to skończyło by się ciężkim laniem dla Wisły. A tak, Wiślacy stracili tylko dwie bramki. Sławomir Peszko, vel “Bramkostrzelić”, który również zamierza się reaktywować w Krakowie, nie pokazał nic specjalnego. Miał jedną dobrą okazję w polu karnym i na tym koniec. Zresztą tak jak cały zespół Wisły, był mocno w cieniu swoich rywali. Szczególnie przy stałych fragmentach można było zauważyć, jak źle ustawiona jest Wisła w defensywie. Z przodu też bez rewelacji. Kontuzjowany Brożek, zastąpiony przez młodego Kolarova. Goalkeeper Zabrzan miał w tym mecz co prawda trochę pracy, ale żadna z interwencji nie zmusiła go do pokazania swoich “prawdziwych umiejętności”. Oczywiście, trudno się czepiać, od razu, na samym początku. Błaszczykowski sam meczu nie wygra. W Wiśle potrzeba czasu i spokoju. Teraz zespół wygląda (i na boisku i na papierze) jakby ktoś chciał za pomocą bardzo starej cegły i super nowej zaprawy postawić dom. Coś może pójść nie tak. Cała afera i zamieszanie wokół klubu, na pewno nie wpłynęło dobrze na morale zawodników. Nie pozostaje nic innego jak spokojnie usiąść, czekać i obserwować poczynania krakowskiego zespołu. Oby to nie był początek końca Białej Gwiazdy. W przypadku spadku, może się okazać, że Kuba zagra, na przykład, za darmo. Na dodatek będzie musiał dokładać do klubowej kasy, aby utrzymać Wisłę przy życiu. (oczywiście bardzo go za to szanuję).

Mieliśmy też do czynienia z cudownym uzdrowieniem gracza Górnika. Paweł Bochniewicz wstał szybciej, niż niegdyś kopnięty, przez Kamila Glika rywal podczas meczu Reprezentacji Polski. Sędzia Przybył to cudotwórca (przynajmniej tak dobry jak sam Glik). No cóż, Kamil, możesz być dumny!

Zdecydowany plus tego spotkania i nowe, stary odkrycie kolejki: Mateusz Matras. Zawodnik kompletnie zapomniany w Zagłębiu Lubin. Nie grał, nie strzelał, nie asystował. Można powiedzieć, że w “Miedziowych” był skończony. Zdecydował się na zmianę i proszę! Na wejście dwie bramki, w debiucie i to przeciwko Wiśle Kraków. Jak sam mówi, chciał zmienił otoczenie i klub, aby się odbudować i wrócić do dobrej formy. Zarzucił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Ambitny z niego gość. Szacunek! Oby tak dalej.

JEDENASTKA 21. KOLEJKI LOTTO EKSTRAKLASY

Sandomierski – Mladenović, Mitrović, Jędrzejczyk, Guilherme – Matras, Radecki, Żurkowski, Starzyński – Paixao, Cabrera

“Pan Piłkarz”: Matras

“Dzban”: Vujadinović

Koniec tego pisania i czytania jednocześnie. Ufff! Pierwszy raz za mną i za Wami. Zapraszam do dyskusji w komentarzach lub na TT / FB.Gdzie tam chcecie. Ten wpis jest rzeczywiście trochę “przydługi”. Tak wiem! Ale chciałam pokazać i zaznajomić Was z formą, w jakiej chcę przekazywać treści i swoje przemyślenia. Od następnej kolejki będzie tego mniej! Mniej formy, więcej treści i mniej “przegadanych slajdów” – obiecuje!

Jeżeli dotarliście do tego momentu, to jesteście kozakami! Dzięki za przeczytanie! Do następnego. Pozdrawiam!

“Koniec i bomba, kto czytał ten trąba”

Cześć!

Komentarze