Strona główna Felietony Jaki to będzie sezon dla polskich skoczków?

Jaki to będzie sezon dla polskich skoczków?

0

O poranku przymarznięte szyby w autach, a w kalendarzu połowa listopada. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że już za chwilę ruszymy z nowym sezonem w skokach narciarskich. No właśnie, jaki ten sezon będzie dla polskich skoczków?

Oczywiście na tak postawione pytanie nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć. Można jednak podywagować. Mamy nowego trenera, a taki ruch to zawsze jakaś forma niewiadomej dla zawodników. Żeby jednak reguła mogła wystąpić, musi pojawić się wyjątek. Taki wyjątek chyba właśnie mamy w osobie Michala Dolezala. Ciężko podejrzewać, że skoczkowie mogą być czymkolwiek zaskoczeni w poważniejszy sposób. W końcu Dolezal był kluczową postacią małej „politechniki” wykreowanej przez Horngachera. Oczywiście istnieje możliwość, że Czech wypuszczony na szerokie wody spod skrzydeł Niemca zmieni drastycznie kurs. Skoro jednak tak dobrze wszystko funkcjonowało w latach poprzednich, to obstawiam co najwyżej delikatne zmiany w nawigacji.

Dobre lato wyznacznikiem nie gorszej zimy?

Zawsze, gdy zaczyna się sezon zimowy grono ekspertów i kibiców przekazuje swoje osądy na temat tego jak bardzo i czy w ogóle brać pod uwagę wyniki z lata w kontekście startów na białym puchu. Zdaje się, że przeważa tzw. „opcja zero”, czyli lato swoją drogą, a zima swoją. Jako że wszyscy to i ja wypowiem swoją opinię, która od lat się nie zmienia. Wiem, że zabrzmi to jak kompletny truizm, ale przecież lepiej latem skakać dobrze niż źle. Przy czym mimo wszystko lato nie jest żadnym gwarantem formy na zimę. Forma na igielicie jest po prostu dobrym symptomem odnośnie formy na śniegu. Skoro zatem możemy chyba bezsprzecznie uznać, że lato nasza kadra miała co najmniej solidne, to weźmy ten fakt za dobrą monetę.

Czas na przekazanie pałeczki…

Kolejnym tematem, od którego nie uciekniemy tej zimy, podobnie tak jak to było w poprzednich sezonach, jest kwestia zmiany pokoleniowej. I chyba właśnie w tej kwestii związek i kibice oczekują największej różnicy w polityce Michala Dolezala względem polityki Stefana Horgachera. Stoch, Kubacki, Żyła, Hula i Kot, jeśli dotrwają do ZIO 2022, to wszyscy oni będą tam już bardzo wyraźnie po trzydziestce. To jest maksymalna granica dla tego pokolenia, a nie ma gwarancji, że ci zawodnicy dotrwają w takiej dyspozycji jak obecnie do chińskiej imprezy. Nie chcę być złym prorokiem, ale kwartet starszych panów, nie będzie miał według mnie żadnych szans na medal w drużynie za 3 lata w Pekinie.

Ktoś musi na poważnie doszlusować w tym sezonie do naszej czołówki, najdalej w kolejnym, żeby nie nastał kryzys na poziomie sportowego dna z końcowej ery Kruczka (oczywiście tamto pikowanie wyników nie było spowodowane zmianą pokoleniową). Grupa z roczników 1994 i 1995 (Zniszczoł, Wolny, Stękała, Murańka) wchodzi w dogodny dla skoczka wiek i to jest ten moment, kiedy mogą złapać Pana Boga za nogi. Pokazali już, że są zdolni to jednak trochę mało i najwyższa pora powoli przejmować kadrę od starych wyjadaczy. Na dopełnienie tej grupy widzę Pilcha i Wąska. To wszystko jednak w tym momencie trochę pobożne życzenia. Oby weryfikacja na skoczni nie przyniosła nam kolejnego sezonu budowanego wyłącznie na skoczkach, którzy swoje kariery zaczynali jeszcze u boku startującego w zawodach Adama Małysza.

Na kiedy szczyt formy?

Pozostaje jeszcze kwestia głównego celu na ten sezon dla Biało-Czerwonych. Kryształowa Kula, Mistrzostwa Świata w Lotach, a może szczyt formy na Turniej Czterech Skoczni? Sezon nieolimpijski ani niemistrzowski ma to do siebie, że raczej nie celuje się w jeden punkt. Tym bardziej że triumf w Pucharze Świata jest przecież premią za stabilną formę przez cały sezon. Bawiąc się w porównania, Dolezal najpewniej tę część sezonu przed TCS potraktuje jako dojazd do progu, wybicie natomiast nastąpi na skoczniach w Niemczech i Austrii. Będziemy ponadto liczyli, że jakimś cudem ten lot i solidna forma przetrwa przez Raw Air do zamykających zimę Mistrzostw Świata w Lotach.

Do nowego sezonu zostało już tylko ledwie kilka dni. Wisła, Kuusamo, Niżny Tagił… karty powoli będą się odkrywać, a my jako kibice będziemy przeżywać pierwsze sukcesy, bądź pierwsze rozczarowania. Tylko pamiętajmy, cokolwiek by się nie stało na starcie, nie popadajmy ani w hurraoptymizm, ani skrajny defetyzm. Sezon jest długi, a do Planicy może się wiele wydarzyć…

 

Komentarze