poniedziałek, 3 października, 2022

Kibice Lecha Poznań mają dość. Gromkie wypie*dalać po końcowym gwizdku

Mistrzowie Polski rozgrywali w czwartek rewanżowe starcie z islandzkim Vikingurem Reykjavik. Gra Kolejorza była daleka od ideału, ale ostatecznie Lech Poznań zameldował się w ostatniej rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji. Jednak kibice zgromadzeni na stadionie głośno wyrażali swoje niezadowolenie. Gospodarze grali toporną piłkę, a John van den Brom wyglądał, jakby nie potrafił dotrzeć do swoich podopiecznych.

Liga Typerów Polski-Sport.pl

Velde z przekazem do kibiców

Lech zmuszony był odrabiać jednobramkową stratę po kompletnie nieudanym wyjeździe do Islandii, a kibice od początku oczekiwali zmasowanych ataków na bramkę rywala. Przez dłuższy czas Lechici wymieniali się podaniami, ale nic z tego nie wynikało. Kibice głośno wyrażali swoje zdanie o postawie zawodników i wywierali stałą presję.

Prawdopodobnie najbardziej odbiło się, to na Kristofferze Velde, który rozpoczął spotkanie na lewym skrzydle. Norweg zaliczył kilka nieudanych dryblingów, nie potrafił również opanować piłek przerzucanych na jego stronę oraz tracił posiadanie przez zbyt długie przetrzymywanie futbolówki. Wściekli fani dali upust swoim emocjom, wygwizdując jego poczynania, a szkoleniowiec Lecha przesunął go na drugie skrzydło.

Zmiana dosyć szybko poskutkowała, gdyż chwilę później Velde popisał się w końcu dograniem w pole karne do Ishaka, który pewnie wykończył akcję. Trybuny odetchnęły, gdyż Kolejorz wyrównał wynik dwumeczu i Islandczycy nie mogli być pewni awansu. Zaledwie 12. minut później Joel Pereira pięknie dorzucił w pole karne, a wygwizdywany Velde wpakował piłkę do siatki. Norweg nie omieszkał pokazać kibicom co myśli o ich zachowaniu i zaraz po bramce zatkał uszy.

Trzeba zaznaczyć, że występ Velde przed zdobyciem asysty i bramki był fatalny. Raz za razem tracił piłkę, a kibice nie mogli znieść tego widoku. Okrzyki zawodu i zniechęcenia można było usłyszeć z każdej strony. Mowa ciała Norwega również wskazywała na rezygnację, jednak w najważniejszym momencie stanął na wysokości zadania. Lech wykorzystał dwie sytuacje, ale to nie wystarczyło, żeby zadowolić fanów zgromadzonych na obiekcie przy ul. Bułgarskiej.

Liga Typerów Polski-Sport.pl

Druga połowa jeszcze gorsza od pierwszej

Zawodnicy gospodarzy wychodząc na drugą część spotkania mieli jedno zadanie – dobić rywala i zamknąć ten mecz. Trybuny domagały się dalszych ataków i rozgromienia półprofesjonalnej drużyny z Islandii. Lech rzeczywiście dominował, ale z ich starań nic nie wychodziło. Bezradność w konstruowaniu ataku pozycyjnego była widoczna gołym okiem. Kolejorz stwarzał sobie sytuacje tylko po odbiorze piłki i szybkim przeniesieniu ciężaru gry na połowę rywali.

Atmosferę na trybunach idealnie opisuje przyśpiewka, jaką najczęściej można było usłyszeć podczas czwartkowego starcia, a mianowicie „Kolejorz grać, ku*wa mać”. Oczywiście nie obyło się bez pozdrowień skierowanych w stronę zarządu, prezesa Rutkowskiego i dyrektora sportowego Rząsy. Piłkarze Lecha bili głową w mur, a ponad 12 tysięcy fanów łapało się za głowy, obserwując ich poczynania na boisku.

W ostatnich 15 minutach spotkania Lech Poznań marnował 100% okazje i nie potrafił zdobyć gola, który zamknąłby spotkanie. Praktycznie każdy z ofensywnych zawodników miał swoją sytuację, ale żaden nie zdołał zamienić jej na bramkę. Vikingur już nawet nie wracał całą drużyną pod swoje pole karne i drużyna gości chyba sama nie wierzyła w nieskuteczność Lechitów.

W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Kolejorz stworzył zagrożenie pod bramką rywali, ale niedokładne zagranie Skórasia nie dotarło do Ishaka. Islandczycy błyskawicznie rozegrali piłkę z autu i pokazali gospodarzom jak rozegrać szybki kontratak. Widmo dogrywki przelało czarę goryczy, a część kibiców postanowiła opuścić stadion. Podstawowy czas gry był na tyle męczący dla widzów, że postanowili udać się do domów i oszczędzić sobie więcej dantejskich scen.

Jeśli sukces rodzi się w bólach, to w czwartek bolało do granic możliwości

Liga Typerów Polski-Sport.pl

Po trafieniu decydującym o dogrywce kibice na trybunach wygwizdywali swoich ulubieńców i przecierali oczy ze zdumienia. Ciężko uwierzyć, jak można było doprowadzić do takiego rezultatu. Oczywiście fani oczekiwali jak najwyższego prowadzenia i domagali się stałych ataków, ale nic nie tłumaczy tego, co Lechici wyprawiali pod bramką Islandczyków.

Zachowanie piłkarzy Lecha przed rozpoczęciem dogrywki również wskazywało na ich fatalne morale. Drużyna gości zebrała się w kółku, słuchając przemowy swojego szkoleniowca. W tym czasie John van den Brom przechadzał się między swoimi podopiecznymi, którzy niekoniecznie słuchali jego rad i wręcz odsuwali się od holenderskiego trenera.

Jeśli jednak wskazać osobę, która najbardziej oberwała od poznańskich trybun, to zdecydowanie był to Filip Bednarek. Mnóstwo nieudanych wybić i przeciąganie czasu w celu ochrony wyniku nie spodobało się kibicom.

Gdy bramkarz Lecha był przy piłce, mógł usłyszeć budowanie napięcia jak przy groźnym stałym fragmencie gry. Bezradne wybijanie futbolówki przez Bednarka było nagradzane sarkastycznymi brawami. To samo działo się, gdy 29-latek udanie wychodził do dośrodkowania i przerywał akcję rywali. Jak wiadomo, nie jest to jego najmocniejsza strona, a kibice dobitnie to zaznaczali.

Liga Typerów Polski-Sport.pl

Lech Poznań doprowadził trybuny do wściekłości

Jasnym punktem dogrywki było trafienie Filipa Marchwińskiego, który przeprowadził składną akcję ze Skórasiem i w końcu miał powód do zadowolenia. Lech prowadził 3:1, a rywale kompletnie opadli już z sił.

Jednak podsumowanie wieczoru miało dopiero przyjść. Po zagraniu ręką w polu karnym do jedenastki podszedł nowy nabytek Afonso Sousa. Portugalczyk miał błyszczeć w drużynie mistrzów Polski tymczasem pokonanie bramkarza rywali z jedenastu metrów przerosło jego możliwości. Golkiper Vikingura obronił kiepski strzał i przez moment wydawało się, że kocioł w dosadnych słowach namawia Sousę do opuszczenia boiska.

Minutę później spokojem pod bramką rywali popisał się Filip Szymczak i wystawił piłkę Portugalczykowi, który w końcu zdobył swoje pierwsze trafienie w barwach nowej drużyny.

Lech Poznań ostatecznie awansował do następnej rundy, ale jedyne, na co mógł liczyć po końcowym gwizdku, to skandowane „wypie*dalać” i gwizdy. Islandczycy, którzy podeszli pod kocioł zostali nagrodzeni gromkimi brawami, a cała ta sytuacja wyglądała jak kompletny absurd.

Niestety to samo można powiedzieć o poczynaniach Lechitów za kadencji Johna van den Broma. Jeśli Mistrzowie Polski grają w taki sposób, to nawet Dudelange trzeba potraktować znacznie poważniej, niż miałoby to miejsce w normalnych okolicznościach.

Liga Typerów Polski-Sport.pl



Podobne teksty

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj komentarz!
Wprowadź imię



Najnowsze

Udostępnij

SOCIAL MEDIA