Strona główna Piłka nożna Koronawirus sprawi, że przepis o młodzieżowcu nie będzie już potrzebny?

Koronawirus sprawi, że przepis o młodzieżowcu nie będzie już potrzebny?

0
N/Z Sylwester Lusiusz, Kamil Jozwiak fot. Marta Winnowicz

Wszyscy z niecierpliwością czekamy na powrót do normalnego życia. Chwili, w której uczniowie wrócą do szkół, a PKO Ekstraklasa wznowi swoje rozgrywki. Nie wszystko będzie jednak wyglądać tak samo, jak przed wybuchem epidemii. 

Każdy kibic piłki nożnej w Polsce zdążył już stęsknić się za Ekstraklasą. Mimo trudnej sytuacji na całym świecie, spychającej futbol na dalszy, zupełnie nieistotny plan – wielu fanów wyczekuje końca przymusowej kwarantanny społecznej i powrotu tego, co jeszcze nie tak dawno było dla nas codziennością.

Nikt nie wie, czy obecny sezon uda się jeszcze uratować. Nie da się bowiem przewidzieć kiedy Koronawirus przestanie torpedować wszystko co spotka na swojej drodze. Przewidzieć można natomiast, że kluby piłkarskie na całym świecie dotkliwie odczują jego skutki na własnej skórze. Już teraz piłkarze i sztaby szkoleniowe rezygnują (bądź są do tego zmuszani) z części wynagrodzeń, żeby tylko ratować klubowy budżet. Brak wpływów z tzw. “dnia meczowego” oraz ograniczenie wpływów z tytułu praw telewizyjnych sprawia, że nadszedł czas powszechnego zaciskania pasa. Cięcia budżetowe, które są nieuniknione być może pozwolą Ekstraklasie na dokonanie samooczyszczenia.

Przykład słowackiej MSK Żiliny, która z powodu Koronawirusa postawiła się już w stan likwidacji daje do myślenia. W polskiej lidze nie brakuje bowiem klubów, które ledwo wiążą koniec z końcem, a jednocześnie kontraktują masę przeciętnych piłkarzy, dając im niezłe wynagrodzenia. Oczywiście nie życzę żadnej z tych drużyn źle, a wręcz przeciwnie – liczę, że w komplecie wrócą na ligowe boiska. Mam jednak nadzieję, że obecna sytuacja otworzy oczy prezesom i dyrektorom sportowym, ślepo zapatrzonym w “towar importowany”.

Brak pieniędzy w klubowej kasie sprawi, że wszystkie kluby w końcu zerkną w kierunku swoich akademii i odważnie postawią na młodzież. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że młody piłkarz marzący o grze w zespole ze swojego rodzinnego miasta bądź okolic zawsze zaangażuje się w nią o wiele bardziej niż piłkarz, który PKO Ekstraklasę traktuje tylko jak przystanek w swojej wędrówce po całej Europie. Nawet jak taki nastoletni Kowalski czy Nowak popełni o kilka błędów więcej od Hiszpana sprowadzonego z tamtejszej III ligi to i tak regularna gra zaowocuje w przyszłości.

Jeśli rzeczywiście biedniejsze kluby pod wpływem braku środków finansowych na zakontraktowanie kolejnego Chrowata, Serba czy Hiszpana zmuszone będą postawić na młodego Polaka, wówczas z konieczności uwarunkowanej przepisem, stanie się to jedyną słuszną drogą. Drogą, która bez wątpienia miałaby za kilka lat wymierne korzyści dla naszej reprezentacji.

Komentarze