Strona główna Felietony Lechia mądra po szkodzie. Priorytet? Jakość!

Lechia mądra po szkodzie. Priorytet? Jakość!

0

Mimo, że Lechia od kilku lat buduje potężną ekipę, którą chce zawojować Polskę, to na razie celu nie zrealizowała. Dlaczego tak aktywni na rynku transferowym gdańszczanie nie potrafią przełożyć swoich ruchów na wyniki, które oszołomią każdego w pozytywny sposób? Czy w końcu ta biało-zielona maszyna odpali? Zapraszam do czytania!

Żeby zrozumieć, o co chodzi w dość kontrowersyjnej polityce transferowej Lechii, która wywiozła gdańszczan daleko w pole, trzeba cofnąć się kilka lat wstecz. Biało-zieloni byli ligowym średniakiem, a raz na jakiś czas kręcili się w okolicach miejsca, które dawałoby awans do europejskich pucharów. Latem 2013 roku posadę szkoleniowca Lechii objął Michał Probierz. Początek sezonu miał wprost piorunujący. 8 kolejnych meczów bez porażki, w między czasie zwycięstwo na Łazienkowskiej z Legią, fotel lidera Ekstraklasy. Czego chcieć więcej? No i właśnie wtedy przyszły problemy. W Gdańsku zapomnieli, że sezon nie trwa 2 miesiące, a niecały rok. Zespół był w totalnym dołku, przez 5 kolejnych meczów nie mógł wygrać, wiara wśród “Januszy” zaczęła drastycznie spadać w czeluść, a miejsce Probierza na ławce trenerskiej stało pod wielkim znakiem zapytania, aż w końcu w marcu 2014 roku cierpliwości nadszedł kres.

Jego następcą okazał się Holender – Ricardo Moniz – zbawca Lechii. To on świetną koncepcją, pomysłem i wynikami zaczarował wszystkich, wprowadził Lechię na niebotyczny poziom, był naprawdę blisko wywalczenia historycznego podium i awansu do eliminacji Ligi Europy. Trudno powiedzieć co zadecydowało o niepowodzeniu, może słabsza forma w środku sezonu? Może indywidualności, które nie wypaliły?. Nie wiem. Szczerze, to tak grająca Lechia według mnie dałaby czadu na arenie europejskiej.

MonizRadość gdańszczan niestety nie trwała długo. Tajemnicze odejście Moniza okazało się strzałem w kolano dla kibiców i zarządu, który musiał szukać nowego, nieprzeciętnego szkoleniowca. Wreszcie były podstawy, by mówić o “Wielkiej Lechii”, która miała solidne argumenty, by coś osiągnąć, wreszcie zrodziły się nadzieje, a tu taki numer. Kontrakt miał przecież do niedawna, bo do czerwca 2016 roku. Tłumaczył decyzję “względami osobistymi”, ale no bez jaj. Tak nagle odejść, bez konkretnego powodu? Coś mi tu nie pasowało. Potem się okazało, że nie odpowiadała mu po prostu polityka transferowa klubu(!), tak, właśnie. I tu się wszystko zaczyna.

Nie każdy się pogodził z jego odejściem, nawet tworzone były memy z Holendrem w roli głównej, mówiące że poszedł dla pieniędzy, że jest materialistą, egoistą itp. Jednak nie do końca to prawda. Chodziło o ruchy działaczy, o których praktycznie nie wiedział. Np. zakontraktowanie Daniela Łukasika, czy odprawienie z kwitkiem Deleu, na co stanowczo się nie zgadzał. Czasu jednak nie cofniemy, stało się, trzeba żyć dalej.

Nadszedł wreszcie upragniony przeze mnie moment, czyli letnie okienko transferowe 2014 roku. O tym można by dobrą książkę napisać, oj działo się. Dziennikarze nie nadążali pisać newsów o nowych piłkarzach Lechii, a za chwilę pojawiał się kolejny i kolejny i kolejny i kolejny… Strach. Mnie akurat wtedy nie było w domu i nie byłem na bieżąco, może to i dobrze. Nie wiem jak bym zareagował. Jako, że trudno jakimikolwiek słowami opisać działania rynkowe szanownych panów z Lechii, można przedstawić to w następujący sposób. Dziewczyna z chłopakiem są w galerii:

– Chcę to! O to też jest piękne, kupię. Nie no, to po prostu muszę mieć! – krzyczy nabuzowana kobieta.
(Mija kilka godzin, para jest już w domu)
– Po co ci tyle tych ubrań? I tak w tym chodzić nie będziesz, no może od święta.. – odzywa się chłopak.
– I co z tego? Jest okazja, to trzeba korzystać. Jak ci się nie podoba to, co robię, nikt cię tu nie trzyma – odpowiada poirytowana partnerka.

Tak z grubsza wygląda polityka właścicieli klubu, która miała na celu ożywienie zespołu, nadanie mu jakości, a wyszedł, za przeproszeniem totalny bajzel. W rolę kobiety wciela się tutaj osoba odpowiedzialna za sprowadzanie zawodników, a chłopak? Proste, kibice ukochanego klubu, widzący, że dzieje się niezbyt dobrze. Ale co oni mogą zrobić? No nic, mogą jedynie czekać na rozwój wypadków, a ten był, przyznam, dość ciekawy.

comment_VYtJDwa8no4C2yyW9fIoYSakVUT5UbFR
Logika transferowa Lechii

Zaczął się nowy sezon (lato, 2014 rok), rywalizacja na każdej pozycji jak gołębi o kawałek suchego chleba. W cholerę nowych zawodników na każdej pozycji, i to nie byle jakich, bo i Mateusz Możdżeń z Lecha, Bartłomiej Pawłowski z Widzewa, no ekipa wyglądał bardzo ciekawie, na papierze. Indywidualności znacznie przewyższały chęć zbudowania konkretnej drużyny i to mnie dobijało. Mówienie po każdym nieudanym meczu, że “potrzebujemy czasu”, “drużyny od razu się nie zbuduje”, czy “zgranie z czasem przyjdzie” było nie do wytrzymania. Uwierzcie, po pierwszej, drugiej kolejce, ok, można zrozumieć. Jednak gdy przyszło co do czego i zakończyła się runda jesienna, a gra nie ulegała zmianie, to jest coś nie tak.

Sezon ogórkowy przyniósł Lechii sporo problemów, ale widać, że i nauczył ich bardzo wiele. Już pół roku później diametralnie zmienili swoją taktykę. Pozyskali kilku naprawdę doświadczonych obrońców, jak Jakub Wawrzyniak, Grzegorz Wojtkowiak oraz obecnego kapitana – Sebastiana Milę. Jak się okazało na koniec sezonu i to nie wystarczyło na grę w europejskich pucharach. Z jednej strony smutek, żal, wkurzenie, a z drugiej świadomość, że mimo ostatnich niepowodzeń, Lechię czeka świetlana przyszłość.

W ubiegłym sezonie sytuacja ze wcześniejszych rozgrywek nieubłaganie powróciła. Zatoczyła koło. Początek był mierny, do czego Lechia nas przyzwyczaiła, czego powodem w dużej mierze była karuzela na ławce trenerskiej, której nikt nie potrafił zatrzymać. Kolejno posadę szkoleniowca obejmowali Tomasz Unton, Jerzy Brzęczek i Thomas von Hessen. Ten ostatni miał być tym, który poukłada odpowiednio grę, będzie “dyrygentem” całej tej gwiazdorskiej obsady, jednak to wszystko go wyraźnie przerosło. Mizerne wyniki, przez które strefa spadkowa zaglądała Lechistom coraz głębiej w oczy, spowodowały kolejną roszadę. Kibice byli już zmęczeni, zdezorientowani tym wszystkim. Potrzeba było stabilizacji!

Następcą Niemca został Piotr Nowak, który znaczną część swojej kariery trenerskiej spędził w Ameryce. Zdania były podzielone, ale to normalne. Przyszło jeszcze kilku nowych zawodników, m.in. Peszko, Krasić, Chrapek, czy Kovacević, którzy mieli dodać jakości drugiej linii. Gdy doszło do zderzenia z rzeczywistością i Piotr Nowak miał za sobą już kilka spotkań, przypomniał się geniusz Ricardo Moniza. Ta sama stanowczość, charyzma i zarówno wieczny spokój na twarzy. Po raz kolejny jednak potwierdziła się reguła, że w pucharach gra ten, co nie ma wahań formy, no chyba, że się jest Portugalią i się gra na Euro 2016. No ale szanujmy się, to jest Ekstraklasa, prawdziwa piłka dla koneserów. Zupełnie inny wymiar.

Na przestrzeni kilku lat widać wyraźną poprawę w stylu zarządzania. Postawiono przede wszystkim na jakość, a nie ilość. W tym okienku transferowym Lechia pozyskała Rafała Wolskiego z Fiorentiny, a poza tym żadnych specjalnych wzmocnień. Kilku młodych podpisało profesjonalne kontrakty, doszedł jeszcze Milen Gamankov – Bułgar. W Lechii widocznie zmądrzeli i jak zapowiadali wcześniej, nie zamierzają robić kolejnych przemeblowań, tylko dokonają niewielkich wzmocnień, i tak faktycznie się stało.

Tak więc patrząc na diametralną zmianę na lepsze, możemy oczekiwać od Lechii w sezonie 2016/17 czegoś więcej niż walki o lokatę 3-4? Atmosfera w zespole znacznie uległa poprawie, a sami zawodnicy mówią otwarcie – “Interesuje nas mistrzostwo!” Czy Biało-zieloni osiągną równie wielki wyczyn, jak ten sprzed prawie 33 lat, kiedy to triumfowali w krajowym Pucharze, zdobyli Superpuchar Polski i mierzyli się z wielkim Juventusem naszpikowanym gwiazdami? Wyjdzie w praniu, ale ja osobiście liczę na wyrównaną walkę z Legią i Lechem o upragniony tytuł Mistrza Polski, który jest jak najbardziej w zasięgu piłkarzy z Gdańska.

 

Komentarze