Strona główna Felietony Mistrzostwa (nie) do zapomnienia

Mistrzostwa (nie) do zapomnienia

0
Foto: IAAF.com

Lekkoatletyczne MŚ Doha 2019 za nami. Katar żegna sportowców, sportowcy żegnają Katar, zarówno jedni, jak i drudzy za sobą tęsknić chyba nie będą. Nie zapomnijmy tych mistrzostw ze względu na poziom sportowy, bo było co oglądać. Puśćmy w niepamięć jednak puste trybuny i atmosferę niegodną tej rangi imprezy.

Tegoroczny czempionat zaczął się w najgorszy możliwy sposób dla katarskich organizatorów. Sportowcy jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem zabawy bombardowali nas informacjami w wywiadach i mediach społecznościowych. O tym, jak wiele niedoróbek spotykają na miejscu i o tym, jak ciężko przyzwyczaić się do warunków pogodowych. A już na samym początku imprezy oglądaliśmy chód na 50 km, gdzie spośród 46 startujących, aż 14 doznało omdlenia(!). Dorzućmy do tego puste trybuny i ot rysuje nam się obraz jednych z najdziwniejszych Mistrzostw Świata w historii lekkiej atletyki. Trzeciego dnia zawodów na trybunach wg oficjalnych danych zasiadło nieco ponad 7 000 widzów. To mniej niż mieści Stadion Miejski w Kaliszu.

Polska kadra zrobiła to, co do niej należało z delikatną nawiązką. Przed imprezą mówiło się o 4-5 polskich medalach. Mamy ich 6, a w klasyfikacji medalowej mistrzostw zajęliśmy 11. miejsce. Owszem gorzej niż przed dwoma laty, ale na ten przykład przez całe lata 90. takich medali zrobiliśmy w sumie ledwie o dwa więcej. Bezsprzecznie żyjemy w czasach lekkoatletycznego dobrobytu. Ponadto wydaje się, że „zapas” jeszcze jest. Przede wszystkim brakowało w Dosze Anity Włodarczyk. Za Anitą jest jednak jeszcze cały wianuszek zawodników z konkurencji technicznych, którym to do pozycji medalowych albo brakuje niewiele, albo akurat osłabli na katarski czempionat. Z Piotrem Małachowskim na czele. Nic tylko czekać aż za niecały rok nasi sportsmeni i sportsmenki będą forsować podia w Tokio.

A świat również nie zawiódł, w Katarze zobaczyliśmy trzy rekordy świata. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że dwa z nich padły w debiutującej na tej rangi imprezie konkurencji, czyli sztafetach mieszanych (jeden w półfinale, drugi w finale). O te historyczne wyniki było zatem znacznie łatwiej. Odnotujmy z kronikarskiego obowiązku, że trzeci spośród wspomnianych rekordów świata pobiła Dalilah Muhammad w biegu na 400m przez płotki. Świat zachwycił również konkurs kulomiotów, gdzie całe podium zmieściło się w granicy jednego centymetra. Jednego centymetra położonego jednak w pobliżu 23. metra. Tak daleko dawno nie pchano, a nigdy na Mistrzostwach Świata. Wyniki, które nie tak dawno dawały olimpijskie złota, dziś nie pozwoliłyby nawet powąchać podium. Podobnie panowie w skoku wzwyż skakali nadspodziewanie wysoko. Czternastu centymetrów zabrakło natomiast Wenezuelce Rojas do pobicia 24-letniego rekordu świata w trójskoku. Ponadto mieliśmy dwa medale przyznane w „szatni” dla Wojciecha Nowickiego i Hiszpana Ortegi, co było sytuacją równie niecodzienną.

To były mistrzostwa inne niż wszystkie wcześniejsze. Pełne przepychu zawody, serwujące fantastyczne grafiki na stadionie i kamery rodem z Big Brothera w blokach sportowych wprowadziły nas w nowy wiek kibicowskich doznań. Oby ten wiek nie naznaczył się tylko ponadto komercjalizacją oraz gigantyzmem w jak najgorszym tego słowa znaczeniu. Katar za nami, Tokio przed nami, czekamy.

Komentarze