Strona główna Piłka nożna Lotto Ekstraklasa Piłkarze Lecha Poznań po meczu z Lechią: Jedziemy do Gliwic jak…

Piłkarze Lecha Poznań po meczu z Lechią: Jedziemy do Gliwic jak…

0
Lech Poznan - Zaglebie Lubin 1:1 N/Z Piotr Tomasik fot. Marta Winnowicz

Zawodnicy Lecha Poznań nie ukrywali radości po zwycięstwie w ostatnim domowym meczu w tym sezonie. Odnieśli się także do swojej postawy w przyszłej kolejce w Gliwicach. 

– Najważniejsze, że wygraliśmy, bo bardzo nam na tym zależało. Cały sezon jest nieudany, ale chcieliśmy wygrać w swoim ostatnim domowym meczu. Zdobycie kompletu punktów po golu w doliczonym czasie gry zawsze lepiej smakuje. Szkoda, że nie zaliczyli mi tej bramki, tylko zapisano ją jako samobój Błażeja Augustyna. Najważniejsze jednak, że padła bramka i prowadziliśmy 1:0. Skupialiśmy się w tym meczu na sobie, a to, że pozbawiliśmy już jakichkolwiek szans Lechii na mistrzostwo nie ma dla nas znaczenia. Co sezon jest tak, że na mistrza trzeba czekać do ostatniej kolejki. Tym razem też tak będzie, ale my jedziemy do Gliwic jak na każde spotkanie. Chcemy wygrać, bo gramy też dla siebie, gramy o premie– Piotr Tomasik.

– To dla mnie duża radość asystować przy tej publiczności, u siebie na murawie przy Bułgarskiej. To duża rzecz i cieszę się, że mogłem pomóc drużynie. Cały czas stwarzaliśmy swoje sytuacje i czuliśmy, że ta piłka musi w końcu wpaść do bramki. Fajnie, że udało nam się zdobyć tę bramkę na 2:1 i trzy punkty zostają u nas. Cieszyłem po przesunięciu do pierwszej drużyny, ale widziałem, że muszę wyjść i robić swoje. Presji nie czuję, chcę tylko pomóc drużynie– Krzysztof Kołodziej.

– Myślę, że byliśmy lepsi od Lechii i wynik to potwierdza. Wygraliśmy zasłużenie, bo oprócz pierwszych piętnastu minut wyglądaliśmy dobrze. To był mój debiut w pierwszym składzie i odczuwałem większą presję niż przy wejściach z ławki. Jednak z pierwszym gwizdkiem się o tym zapomina i jest się skupionym tylko na grze. Dziś zagrałem drugi mecz w Lechu i drugi raz złapałem żółty kartonik jednak nic na to nie poradzę. Może to wynikać z tego, że jestem agresywny w grze. Staram się nie kalkulować. W Białymstoku łokieć i kartka ewidentna, a dziś Haraslin, szybka noga, ja byłem spóźniony i kartka również zasłużona. W Gliwicach damy z siebie wszystko. Zobaczymy jaki będzie wynik. Jesteśmy profesjonalistami i musimy zagrać na 100%– Mateusz Skrzypczak.

Komentarze