Strona główna Piłka nożna Eliminacje Euro 2020 Pogromca Piasta: Nie mamy się czego obawiać

Pogromca Piasta: Nie mamy się czego obawiać

0
Foto: Lechia.pl

Kamil Biliński, czyli pogromca Piasta Gliwice w eliminacjach do Ligi Europy odniósł się do sytuacji przed meczem Łotwa – Polska. 

Kamil Biliński rozpoczął swoją przygodę z Rygą FC w połowie 2018 roku. Tym samym przedłużył mu się sezon 2017/2018, który rozpoczął w Wiśle Płock. Wszystko to jest spowodowane systemem ligi opierającej się na grze w trybie wiosna-jesień.

W swoim pierwszym sezonie zagrał w ośmiu ligowych spotkaniach strzelając dwie bramki. Ostatecznie jego zespół sięgnął po mistrzostwo kraju pozwalającym na wzięcie udziału w eliminacjach do europejskich pucharów. Oprócz tego Biliński zagrał w półfinale i finale Pucharu Łotwy, który po zaciętym finale zakończonym rzutami karnymi z FK Windawa również padł w ręce zawodników ze stolicy Łotwy.

W kończącym się sezonie 2019 rozegrał już 17 spotkań, lecz nie ma informacji co do dwóch ligowych potyczek.

Mistrzostwo wywalczone w 2018 roku przez klub polskiego napastnika spowodował, że jego zespół otrzymał prawo gry w eliminacjach do Ligi Mistrzów nie w sezonie 2018/2019, a 2019/2020. Ryga dwumecz z FC Dundalk przegrała, lecz w Lidze Europy zdołała pokonać dwóch rywali. Jednym z nich był Piast Gliwice, który po zwycięstwie 3:2 nie zdołał zachować zaliczki z meczu u siebie przegrywając z mistrzem Łotwy 1:2. Jedną z bramek zanotował Kamil Biliński.

Warto zaznaczyć, że Biliński występował w drużynie Wisły Płock za trenerki Jerzego Brzęczka, więc z pewnością ma dużo do powiedzenia przed nadchodzącym spotkaniem eliminacji Euro 2020, w którym Łotwa podejmie na własnym stadionie Reprezentację Polski.

Uwagę przed spotkaniem biało-czerwonych przykuwają trybuny, a właściwie ich brak. Mógłby się na nie dostać każdy przechodzień.

Sportem numer jeden jest tu hokej. Na każdy mecz do pobliskiej hali przychodzi 10 tysięcy ludzi. Dyscyplina numer dwa to koszykówka, a dopiero na trzecim miejscu jest piłka nożna, gdzie najwyższa średnia frekwencja to 786 osób – tłumaczy zawodnik.

Dla Polaków nie będzie to oznaczało komfortowej sytuacji. Grając na Stadionie Narodowym nasi piłkarze mają do czynienia z blisko 50 tysięczną publicznością. Co więcej, na spotkania Ekstraklasy również przychodzi około 15 tysięcy widzów.

W przeciwieństwie do ligi polskiej i reprezentacji, która zdecydowanie góruje nad poziomem piłkarskiej Ekstraklasy, w Łotwie numerem jeden jest klub.

Uważam, że jesteśmy mocniejsi niż reprezentacja Łotwy. Dzięki potencjałowi, klasie sportowej i organizacji dominujemy w lidze. W Polsce nieraz zdarza się kłopot, by zespół zimą pojechał na dwa zagraniczne obozy, a my byliśmy trzy tygodnie na Cyprze i dwa w Emiratach. Klub istnieje piąty rok, ale nie ma konkurencji, która zmusza go do wysiłku – zauważa Polak.

Ta informacja może ucieszyć polskich kibiców, którzy w pamięci mają niedawną porażkę mistrza Polski z mistrzem Łotwy w eliminacjach do Ligi Europy.

Biliński rozszerzył też wiadomości dotyczące zarobków w jego lidze. Być może są one powodem opuszczenia Ekstraklasy, a co za tym idzie – osłabienia jej.

 Na pewno to, że mamy takiego właściciela, daje nam dużą przewagę, ale zawsze można zrobić pewne rzeczy lepiej, choćby kwestię wypłat. Jak już wcześniej mówiłem, zarabiam lepsze pieniądze niż w Wiśle Płock, ale pojawią się nieraz opóźnienia. Jest dużo rzeczy, nad którymi trzeba pracować. Na przykład Višņakovs przez pierwsze trzy kolejki grał w koszulce z numerem 10 z nazwiskiem Bogaškins. To było komiczne – mówi zawodnik.

Kończąc należy więc uspokoić fanów polskiej kadry, gdyż siła polskiej reprezentacji stworzonej z graczy występujących głównie w zagranicznych zespołach jest zdecydowanie wyższa. Za przykład może posłużyć sam Biliński, który w koszulce mistrza Łotwy upokorzył mistrza swojego rodzimego kraju.

Nie powinniśmy się bać Łotwy.  Myślę, że dwa ostatnie mecze podrażniły naszych reprezentantów, zwłaszcza Roberta Lewandowskiego, i w dwóch najbliższych spotkaniach będą chcieli pokazać lepszy futbol. Wierzę, że w Rydze rozegrają dobry, ładny mecz i wygrają wyżej niż w marcu w Warszawie – zapowiada polski napastnik.

Co więcej, dla łotewskich zawodników celem nie będzie wygrana, a możliwość pokazania się z mocniejszym przeciwnikiem.

Na pewno na mecz z nami zmobilizują się bardziej, bo większość tych piłkarzy występuje albo w przeszłości występowała w Polsce. Będą chcieli udowodnić, że potrafią grać w piłkę i być może otworzyć sobie drogę do transferu – kończy zawodnik Ryga FC.

Dodajmy, że Biliński zrobił nie małą karierę poza granicami naszego kraju. Mimo że nie był wyśmienitym piłkarzem jak na standardy polskiej Ekstraklasy, tak zdołał sięgnąć po tytuł Mistrza Litwy, czy Puchar Litwy. Oprócz tego ma na swoim koncie mistrzostwo Łotwy, czy tytuł Piłkarza Roku 2012 i 2013 w litewskim Żalgiris Wilno.

Źródło: Przegląd Sportowy i TVP

Komentarze