Strona główna Felietony Trzech muszkieterów lata, czyli deszcz pochwał i szczypta złośliwości

Trzech muszkieterów lata, czyli deszcz pochwał i szczypta złośliwości

0
Polska – Belgia 04.09.2018 r. Szczecin Fot. Karolina Koster

Od kilkunastu godzin spływa deszcz pochwał na głowy koszykarzy i ich trenera Mike’a Taylora. Do rozlicznych pochlebstw i komplementów dołączę się i ja w swojej skromnej osobie. Z tym że pozwolę sobie oddzielić chwilowo koszykarzy od ich trenera i wymienić ich na Jacka Nawrockiego i Vitala Heynena.

Tekst ten powstał dla uznania zasług całej wyżej wymienionej trójki. Bo nie zawsze o nich pamiętamy, niekiedy się nie zgadzamy, a w przypadku Heynena to i czasami pukają się co poniektórzy w głowę po jego decyzjach. A warto, żeby to wybrzmiało, ci faceci świetnie wykonują swoją robotę, są najlepszymi fachowcami w swojej dziedzinie. Ot tylko tyle i aż tyle.

Ich przypadki są różne, ale po kolei. Zacznę od najbardziej kontrowersyjnego wyboru dla wielu – Jacka Nawrockiego. Przecież jego kadra do Igrzysk się nie dostała, a i medalu ME też nie udało się zgarnąć. To ja tylko uprzejmie przypomnę, że czwarte miejsce na ME jest najlepszym rezultatem od dekady naszych siatkarek. A i Igrzyska przegraliśmy po boju pięciosetowym z mistrzyniami świata. Co jednak ważne przed tą kadrą jest jeszcze jedna szansa na Olimpiadę. Kiedy natomiast Jacek Nawrocki obejmował tę drużynę, to owszem byliśmy na Igrzyskach, ale europejskich. Tak to prawda nie ma w tej przygodzie z żeńską kadrą sukcesów spektakularnych, ale jest plan i to taki który naprawdę jest wykonywany. Kadra pod jego wodzą robi co roku mały krok do przodu i ja tam uważam, że za tą robotę należą się podziękowania i gratulacje.

O Mike’u Tayloru w ostatnich dniach napisano już chyba wszystko. Niczym nowym nie zaskoczę, tylko po raz setny przypomnę, że facet z koszykarzy z rodzimej polskiej ligi i z europejskich średniaków zrobił kadrę na ćwierćfinał MŚ. Faceci z NBA mocno musieli się z nimi gimnastykować, bądź poznawali gorycz porażki. Idąc dalej, za rok ta grupa powalczy o kwalifikację olimpijską. Kompletne science-fiction, jeśli spojrzymy na to z perspektywy sprzed roku.

No i Vital Heynen, jedni kochają, inni nienawidzą, ja doceniam. Co prawda Mistrzostwa Europy dopiero zaczynamy, ale kwalifikacja olimpijska już jest. W dziwacznym systemie eliminacji i turniejów pod egidą FIVB radzi sobie jak ryba w wodzie. I choć bywa kontrowersyjnie (opuszczenie zespołu w trakcie Ligi Narodów) to tylko dlatego, że to światowa federacja serwuje kontrowersyjne warunki.

Nie wyobrażam sobie, by którykolwiek z tych fachowców przed posłaniem zawodnika w bój, mógł mu powiedzieć: „Krystian, próbuj”. Kibice piłki nożnej już wiedzą, że jest w Polsce taki trener kadry narodowej, który jest zdolny podać takie oto wskazówki. Krzysztof Kieślowski mawiał, że nie znosi niechlujstwa u dziennikarzy. Ja za to nie znoszę niechlujstwa i braku profesjonalizmu u trenerów. Albo się fachowcem jest, albo się nim nie jest. Albo znasz się na swojej robocie, albo nie. Jacek Nawrocki, Vital Heynen i Mike Taylor (kolejność przypadkowa) fachowcami są.

Do tej beczki miodu dorzucę jeszcze jedną łyżkę dziegciu. Szkoda, że przy tych wszystkich pochwałach dla trenerskich indywidualności nie mam jak wspomnieć o polskiej szkole trenerskiej. Jest oczywiście Jacek Nawrocki, ale to ledwie mała wysepka na oceanie zagranicznych trenerów przemierzających przez polską siatkówkę. Pozostaje mieć nadzieję, że z tych pokoleń piłkarzy, siatkarzy, koszykarzy i innych grających poza Polską narodzi się nowa generacja trenerska. Taka, która będzie w przyszłości dorzucała cegiełkę do nowych sukcesów naszych reprezentacji.

Komentarze