Strona główna Piłka nożna PP: Korona znów lepsza od Miedziowych

PP: Korona znów lepsza od Miedziowych

0
PODZIEL SIĘ
Foto: jagiellonia.pl

Korona Kielce ponownie pokonała Zagłębie Lubin w ćwierćfinale rozgrywek o Puchar Polski. Po dwóch zwycięstwach Złocisto-Krwiści zapewnili sobie udział w półfinale tych rozgrywek.

Walka w Kielcach rozpoczęła się bez huraganowych ataków, oba zespoły wolały przeczekać pierwsze minuty walki o półfinał Pucharu Polski. Kiedy Korona zdecydowała się jednak na pierwszy atak – ten okazał się zbawienny. Kielczanie objęli prowadzenie w 8. minucie po bramce autorstwa Bartosza Rymaniaka. Po wrzutce z rzutu wolnego Gorana Cvijanovicia piłkę przedłużył w polu karnym jeden z zawodników Korony, a całą akcję zamknął niezawodny Rymaniak, który tuż przed linią wepchnął futbolówkę do siatki. Lubinian bardzo to rozwścieczyło i podopieczni Piotra Stokowca od razu ruszyli do ofensywy. Gospodarze grali jednak bezbłędnie w defensywie, Zagłębie próbowało wszystkich sposobów, ale kielczanie grali tak dobrze, jak w ostatniej potyczce z Legią w Lotto Ekstraklasie.

Dopiero w 23. minucie obejrzeliśmy strzał gości, po dośrodkowaniu ze skrzydła od Patryka Tuszyńskiego piłkę przed pole karne wybili obrońcy Korony, do futbolówki natychmiast dopadł Filip Jagiełło, niestety dla niego strzał nie był jednak najlepszej jakości i Alomerović nie miał problemów przy tej interwencji. Wieczór w Kielcach był typowym meczem Korony, walka bark w bark, a może raczej łokieć w łokieć była częsta. Niestety mało oglądaliśmy strzałów z obu stron. Kolejna okazja miała miejsce w 38. minucie, kiedy to Alomerović próbował wybijać piłkę, lecz naciskał go Janoszka. Golkiper gospodarzy nabił rywala i piłka po odbiciu się od Janoszki trafiła w słupek. Może to zabrzmieć śmiesznie, ale była to najlepsza okazja Miedziowych na bramkę w pierwszej połowie. Minutę później Zagłębie zaatakowało już własnymi siłami i było bardzo blisko wyrównania. Jakub Świerczok przyjęciem piłki zrobił sobie miejsce do strzału i soczyście uderzył, ale Alomerović dał radę. Po pierwszych 45 minutach mieliśmy prowadzenie Korony 1:0.

Druga część podobnie jak pierwsza rozpoczęła się dość sennie, szczególnie dla kogoś kto na mecze przychodzi oglądać bramki. Walki nie można było jednak odmówić żadnej ze stron. W 50. minucie ofiarnie ruszył Patryk Tuszyński, choć był ewidentnie faulowany w polu karnym zamiast kłaść się na murawie i liczyć na karnego spróbował strzału, niestety dla niego piłka poszybowała obok słupka, ale brawo za postawę. W 56. minucie znów szczęście mogło być po stronie Korony. Bezpańska piłka spadła pod nogi Rymaniaka, defensor uderzał z powietrza, ale nieczysto trafił w futbolówkę. Pięć minut później przypomnieliśmy sobie, że na boisku są jeszcze zawodnicy Zagłębia, po podaniu Jagiełły futbolówka przedostała się na drugą stronę, dośrodkowanie Tuszyńskiego spadło na głowę Kubickiego, jednak ten fatalnie wykończył dobrze zapowiadającą się akcję. W 70. minucie znów pokazało się Zagłębie, Tuszyński szukał zgrania głową do Balicia, a prawie pokonał Alomerovicia. Piłka, uderzona niezbyt mocno, zatrzymała się na poprzeczce. Nikt z Miedziowych nie zdołał jej jednak dobić.

Dwie minuty później Alomerović mógł zapewnić gościom remis, niemiecki bramkarz wyszedł na 30. metr, chciał wybić piłkę, ale nie trafił dobrze w futbolówkę, ta powędrowała bardzo wysoko i golkiper Korony może mówić o szczęściu, że nikt nie wykorzystał jego katastrofalnej pomyłki. Dziesięć minut przed końcem coraz bliżej bramki byli goście, tym razem znów dobrą formę pokazał Świerczok. Napastnik Miedziowych po wrzutce Todorovskiego zdołał dojść do pozycji strzeleckiej pomimo asysty potężnego Diawa. Uderzenie poszybowało obok słupka bramki gospodarzy. Dwie minuty później było już jednak po wszystkim, drugie trafienie dla Korony zdobył Fabian Burdenski i wyjaśnił kto zagra w półfinale Pucharu Polski. Wszystko przez błędy Zagłębia w obronie, najpierw nie popisali się Polacek i Guldan, po chwili strata Kubickiego i Soriano próbował uderzać. Piłka dotarła ostatecznie do Burdenskiego. Jeden z najsłabszych na murawie wykorzystał szansę i zapracował na wyższą ocenę. Goście mimo wiedzy co ich czeka po meczu nadal atakowali. W 88. minucie Sasa Balić doszedł do dośrodkowania. Strzał jednak zupełnie niegroźny, po koźle wpadł w ręce Alomerovicia. Ostatecznie to Korona Kielce mogła się cieszyć z awansu do półfinału, to był naprawdę udany tydzień dla drużyny z Kielc!

Komentarze