Strona główna Koszykówka Astoria wygrywa w stolicy po horrorze

Astoria wygrywa w stolicy po horrorze

0
fot: Aleksandra Kabała

Na zakończenie niedzielnych meczy w Energa Basket Lidze Legia Warszawa podejmowała Astorię Bydgoszcz. Goniąca od połowy trzeciej kwarty Legia dopiero w ostatniej akcji musiała uznać wyższość Astorii.

 

Pierwsze akcje szybkie cztery oczka Filipa Matczaka. Jednak goście nie pozostawali dłużni i szybko punktował w zasadzie każdy z zawodników bydgoskiego zespołu. W siódmej minucie po punktach z kontry Krisa Clyburna było już jedenaście oczek przewagi dla Astorii. Legia straciła koncpecję na grę w ataku. Problemem były straty stołecznego zespołu. Legia popełniła ich aż osiem w pierwszej odsłonie.

W drugiej kwarcie obie drużyny kazały dłuższą chwilę kazały czekać kibicom na to aż zaczną zdobywać punkty. O ile szybciej  trafiać Astoria obejmując ponownie kilkunastopunktowe (10:25) prowadzenie. Indolencja rzutowa warszawian po prostu aż biła po oczach. Dopiero po czterech minutach do kosza rywali trafił Keanu Pinder i były to pierwsze punkty Legii w drugiej kwarcie. Później pojedyńcze trafienia Matczaka czy nawet dwie trójki Kowalczyka nic nie zmieniła w grze ofensywnej stołecznego zespołu. Nie grająca dziś porywającego basketu Astoria była po prostu skuteczniejsza i przez większość kwarty utrzymywała przewagę w okolicy wcześniejszych piętnastu punktów.

W trzeciej kwarcie grająca powolnie i nie skutecznie Legia dawała dalej odstawała od rywali. Spokojnie grająca Astoria wykorzystywała swoje szanse i nie śpiesząc się budowała dalej przewagę. Już w pierwszych minutach po zmianie stron na tablicy było 26:46 dla gości. Na szczęście dla Legii koszykarze warszawskiego zespołu złapali jeszcze w tej części gry wiatr w żagle i zmniejszyli straty po akcji 2+1 Michaela Finke do dziewięciu oczek. Jeszcze w końcówce trafienie z linii wolnych zalicza Sebastian Kowalczyk i po trzydziestu minutach Astoria prowadziła 42:50. W końcówce to Astoria straciła trochę skuteczności, ale Legia utrzymywała ją na podobnym mizernym (30%) poziomie.

Jeszcze na początku ostatniej kwarty Finke zmniejsza straty do rywali do sześciu punktów. Jak się okazało był to sygnał do ataku. Szybkie kolejne trafienia Belemene jeszcze zmniejszyły starty  do bydgoszczan. W pewnym momencie było już 52:53 dla gości. Astoria szukała swoich szans w łapaniu fauli przez legionistów co kończyło się ich rzutami wolnymi. Jednak po trójce motoru napędowego w czwartej kwarcie Michaela Finke Legii udało się wyjść na trzecie prowadzenie (wcześniejsze to 2:0 i 4:2) 58:57. Chwilę później dwa punkty dorzucił Belemene. To kongijczyk w barwach Legii pokazał, że jest wart swoich szans na boisku. Teraz to w bydgoszczanom wkradała się nerwowość w grze. Legia złapała skuteczność, której jej od początku brakowało. Na niespełna pięć minut do końca przypomniał o sobie Sebastian Kowalczyk (kolejna trójk) i to bydgoszczanie musieli odrabiać pięc oczek straty. Skuteczni wcześniej pod koszem goście mieli problemy z skutecznością z gry. Zawodził momentami podstawowy center Astorii Adam Kemp. Owszem podopieczni Artura Gronka odzyskali prowadzenie, ale szybko trafieniem odpowiedział Adam Linowski. Jednak własnie wspomniane wcześniej osobiste w trzydziestej dziewiątej minucie wyprowadziły Astorię na prowadzenie i ponownie Legia goniła. Na nie spełna 42 sekundy goście prowadzili 67:69, ale szybko do remisu doprowadził Sebastian Kowalczyk. Jak w kalejdoskopie szybko dwa punkty w odpowiedzi zdobył dla Astorii pochodzący z Kielc a debiutujący kiedyś na poziomie ekstraklasy w Polonii Warszawa Marcin Nowakowski. Jeszcze w końcówce za trzy rzucał Adam Linowski a dobijać próbował Belemene. Niestety nie skutecznie.

LEGIA WARSZAWA – ENEA ASTORIA BYDGOSZCZ 69:71  (10:19, 14:19, 18:12, 27:21)

Komentarze