Strona główna Koszykówka Europejskie puchary FIBA EUROPE CUP: Wygrana Legii, bezradna Kataja w Warszawie

FIBA EUROPE CUP: Wygrana Legii, bezradna Kataja w Warszawie

0
fot: Aleksandra Kabała

W pierwszym grupowym FIBA Europe Cup w Warszawie Legia podejmowała fińską drużynę KATAJA BASKET JOENSUU. Stołeczny zespół bez większych problemów odprawił rywali różnicą trzydziestu jeden oczek. Najlepszym strzelcem Legii okazał się Michael Finke z 26 punktami.

 

Mecz obie drużyny rozpoczęły ospale. Finowie nie umieli skonstruować groźnych sytuacji a z prostych pozycji pudłowali. Legia za zdobywanie punktów wzięła się dopiero po kilkudziesięciu sekundach. Po siedmiu minutach warszawski zespół prowadził 12:0. Dopiero wtedy pierwsze punkty zdobył znany z naszych parkietów Omar Calhoun (wszystkie punkty Katai w pierwszej odsłonie). Legia widząc, że obrona rywali nie jest wybitna grała spokojnie nie forsując tempa, a i tak prowadzili po pierwszej kwarcie 22:5. Swoje wnosił do gry Michael Finke. Amerykanin już w pierwszej kwarcie miał 8 pkt i 5 zbiórek.

Przemysław Kuźkow / fot: Aleksandra Kabała

Już w drugiej kwarcie widać było na boisku zmiany w Legii. Od początku pojawił się Przemysław Kuźkow (pięć punktów w pierwszej połowie, a dwanaście w całym meczu). Fiński zespół mimo kilku prób ponowienia pudłowali całymi seriami. Już w piętnastej minucie warszawski zespół prowadził 37:8. Minutę później legioniści osiągnęli barierę trzydziestu punktów różnicy. Legia grając spokojnie kontrolowała w pełni to co się działo na parkiecie hali Torwar. Skuteczność fińskiej z gry (21,9%) w pierwszej połowie w zasadzie oddawała całą siłę w tej części gry przyjezdnych.

Michael Finke / fot: Aleksandra Kabała

W trzeciej kwarcie przewaga ponownie sięgnęła poziomu trzydziestu (51:21) punktów, co chyba uśpiło za spokojnie grających legionistów. Rywale szybko zaliczyli serię ośmiu oczek z rzędu. Później już z żadna z ekip nie narzuciła znaczącej przewagi. Widać już było, że oba zespołu chcą już dograć spotkanie do końca.

 

fot: Aleksandra Kabała

W czwartej kwarcie, gdy Legia prowadziła 74:43 na boisku pojawił się ostatni z zawodników warszawskiego zespołu wpisany w protokół Jakub Sadowski. Dla młodego podkoszowego to były pierwsze minuty w europejskich pucharach zakończone również zdobytymi punktami. Warszawianie grali długo polskim składem. Dopiero jak za pięć fauli spadł Kuźkow na boisko powrócił Belemene.

 

fot: Aleksandra Kabała

 

 

 

 

 

LEGIA WARSZAWA – KATAJA BASKET JOENSU  86:55  (22:5, 21:12, 17:18, 26:20)

 

Komentarze