Strona główna Koszykówka Europejskie puchary Awans koszykarzy Legii

Awans koszykarzy Legii

0
fot. Karol Makowski

Po pięćdziesięciu  minutach walki Legia Warszawa awansowała do drugiej rundy eliminacji koszykarskiej Ligi Mistrzów. Aż 21 oczek zdobył Drew Brandon.

Pierwsze punkty padły łupem Filipa Matczaka, ale zaraz trójką odpowiedział Dardan Berisha. Mimo prób walki w obronie w ataku warszawskiemu zespołowi nie szło w pierwszych minutach. Powtarzały się błędy i nie celne rzuty. W połowie kwarty Sigal prowadził 5:12, kilka chwil później 8:15. Motorem napędowym przyjezdnych był wspomniany Berisha (10 oczek w tej kwarcie, ale i trzy faule). Jednak przed jeszcze w tej części Legia złapała wiatr w żagle i na półtorej minucie prowadzili 19:17. Końcówka kwarty przypominała końcówkę pierwszej części z meczu z Prisztiny z tą różnicą, że to Legia prowadziła.

Od początku drugiej odsłony gra była wyrównana. Dopiero po kolejnej trójce Sigal odzyskał na chwile prowadzenie. Tu ważne rzuty trafiał Filip Matczak. Dzięki trójce Isaaca Sosy Legia miała pięciopunktowe prowadzenie w szesnastej minucie, ale i wykorzystany limit fauli. Przy życiu ekipę gości trzymały trafienia Mikaila Tmusica i Fahro Alihodzica. Jednak w jednej z akcji w ataku faul łapie Berisha, a za rekację otrzymuje faul techniczny. Jakby tego byłoby mało eks reprezentant Polski ruszył do jednego z sędziów z agresją słowną. I tym zakończył spotkanie w szatni. Jednak eks reprezentant Polski w niespełna piętnaście minut zdobył czternaście oczek. Do końca kwarty Legia nie forsowała tempa gry. Wręcz przeciwnie… prowadzenie sześciopunktowe trochę zostało roztwonione.

W trzeciej kwarcie skuteczniej w spotkanie weszli zawodnicy z Prisztiny. Trafienia Divine Mylesa, Alihodzica oraz kontra Tmusica sprawiły, że na tablicy było 45:51 dla przyjezdnych. Legionistom brakowało chłodniejszego podejścia. Ponownie grali zrywami i chcieli szybko kończyć swoje akcje. Efektem tego było powiększające się prowadzenie Sigalu. Kolejne akcje często na siłę nie przynosiły efektu podopiecznym trenera Spaseva. Natomiast ekipa z Prisztiny trafiła kolejną trójkę i na minutę do końca trzeciej kwarty to goście byli zdecydowanie bliżej awansu do dalszej fazy rozgrywek BCL. Przegrana kwarta różnicą dwunastu oczek nie wróżyła wiele dobrego przed ostatnią kwartą. Zwłaszcza jak to, że strata Legii wynosiła już dziewięć oczek.

Już w pierwszej akcji ostatniej kwarty Sigal wyszło na dwucyfrowe prowadzenie. Z niekorzyścią dla warszawskiego zespołu dosyć długo ono się utrzymywało. Sygnał do gry w Legii dał Drew Brandon z pięcioma oczkami z rzędu. Po trójce Romarica Belemene warszawski zespół zmniejszył straty do czterech, a po punktach Sebastiana Kowalczyka do trzech punktów. To nadal był wynik korzystny dla przyjezdnych. W zespole Sigalu trafiał regularnie Divine Myles. Ale każda seria musiała się kiedyś skończyć. Ważne dwa punkty dorzuca ponownie Kowalczyk, a za pięć fauli spadł Alihodzić. Jednak do końca pozostawało ponad 100 sekund, a Sigal prowadził 65:66. Dzięki trójce Tmusica były cztery oczka różnicy dla przyjezdnych. W odpowiedzi trafili warszawianie, ale za dwa na na siedemdziesiąt sekund do końca było 67:69 dla gości. I taki wynik pozostał na tablicy po czterdziestu minutach. W efekcie czego do wyłonienia zwycięzcy dwumeczu potrzebne było dodatkowe pięć minut.

W dogrywce oba zespołu walczyły w obronie i oddawały sporo niecelnych rzutów. Przekładało się to na wynik. Po trafieniu Mylesa na niespełna minutę dodatkowej części gry było 72:76 dla Sigalu. Jednak chwilę później dwa osobiste trafił Pinder, a  w obronie zabrał piłkę rywalowi. Jeszcze w akcji ofensywnej czapę dostał Matczak. Legioniści nie wykorzystali swojej szansy. Trener Prisztiny na niespełna 4 sekundy wziął czas. Nieskuteczna akcja Sigalu oznaczała kolejne pięć minut…

Kolejne dodatkowe pięć minut ważnym i skutecznym zaczął Drew Brandon. Dopiero teraz najskuteczniejszy w tym momencie legionista osiąga barierę dwudziestu oczek. Swoje trafienie dołożył Kowalczyk i Legia po długiej przewie wróciła na prowadzenie. A, że mecze wygrywa się obroną stołeczny zespół walczył o każdą piłkę w obronie. Nie inaczej robili rywale. Jednak oprócz obrony Legia trafiała z gry i z osobistych. A robił to dokładniej Sebastian Kowalczyk. Celne wolne w wykonaniu Fisnika Ruguva jeszcze dawały nadzieję gościom, bo na dwanaście sekund do końca drugiej dogrywki Legia prowadziła jedynie 84:83 i w dwumeczu miała trzy oczka przewagi. Wynik końcowy ustala Drew Brandon.

LEGIA WARSZAWA – SIGAL PRISZTINA  85:83  (24:20, 18:19, 8:20, 17:10, dogrywki 18:14)

Komentarze