Strona główna Koszykówka Stelmet w finale Pucharu Polski koszykarzy

Stelmet w finale Pucharu Polski koszykarzy

0
http://www.championsleague.basketball/

Zielonogórzanie po bardzo ciężkim spotkaniu pokonują Anwil Włocławek. Do wygranej Stelmet poprowadziło trio Koszarek, Gecevicius i Kelati. Nie pomogło 25 oczek Ivana Almeidy zdobyte dla Anwilu.

 

Od początku spotkania obie drużyny zaczęły mocno, ale skuteczność była po stronie Anwilu. W ciągu 1,5 minuty kolejne trójki trafili Łączyński, Hosley oraz Nowakowski. Włocławianie prowadzili 9:0, a trener Urlep wziął czas. Dopiero po długiej akcji i kolejnym ponowieniu pierwsze punkty dla zielonogórzan zdobył Adam Hrycaniuk. Stelmet powoli zdobywał punkty. Na moment zmniejszyli straty do czterech oczek, ale od czego we Włocławku jest Almeida. Dzięki jego skutecznym zagraniom na sto sekund do końca kwarty było 18:18.

Druga kwarta to celne trafienia za trzy Airigtona na co odpowiedział Kelati. Kolejne minuty to gra kosz za kosz. Po nieodgwizdanym przewinieniu i protestach przewinieniem technicznym ukarany został Andriej Urlep. Włocławianie trafiają rzut wolny a po chwili Jarosław Zyskowski trafia trójkę. Anwil złapał wiatr w żagle. Żeby prowadzenie 31:25 było małe kolejną skutecznym zagraniem popisuje się ten ostatni. Po jego akcji 2+1 przewaga Anwilu wraca na dziewięć (34:25) oczek. To było dosłownie pięć minut 26-ścio letniego zawodnika. Jego właśnie osiem oczek z tej kwarty przyczyniły się do tego, że ekipa z kujawsko-pomorskiego prowadziła. Stelmet miał problemy by seryjnie zdobywać punkty. Ciężar gry w ataku próbował wziąć na siebie Łukasz Koszarek. Pojedyńcze trafienia zaliczali Kelati czy Mokros. Dzięki temu jeszcze pod koniec drugiej kwarty straty mistrzów Polski do rywali udało się niemalże zniwelować.

Trzecia odsłona to dalej gra kosz za kosz i…. celne trójki z obu stron. Stelmetowi udaje się odskoczyć po rzucie zza linii 675 Kelatiego na stan 46:50. Były reprezentant Polski miał w tym momencie na swoim koncie czternaście oczek. Anwil jakby w szatni stracił coś z tego co grali w pierwszej połowie. Po chwili jeszcze prowadzenie zielonogórzan wzrosło do dziewięciu punktów. Kolejny dystansowy rzut tym razem Koszarka i w połowie kwarty to mistrzowie Polski odskoczyli na dziewięć oczek. Mimo prób Anwilu, włocławianie nadziewają się na to z czego słynęły zespoły trenera Urlepa. Stelmet zacieśnił grę w obronie i przewaga w tej kwarcie nie spadła poniżej pięciu oczek. Z obrony przychodził i atak. W efekcie czego po trzydziestu minutach było 56:67 dla ekipy z Winnego Grodu. Nie do przecenienia była gra w tej części gry Martynasa Geceviciusa zdobywcy dziewięciu oczek po zmianie stron.

Ostatnia kwarta rozpoczyna się od twardej gry z obu stron. Na skuteczne akcje Łączyńskiego czy Almeidy odpowiada nie do zatrzymania Gecevicius. Zawodnicy Stelmetu grali dłuższe akcje w ataku. To oni mieli przewagę i to kilkunastopunktową. Na pięc minut do końca regulaminowego czasu gry jest już 63:80 dla Stelmetu po rzucie za trzy Mokrosa. I tu ku uciesze licznej grupy kibiców Anwilu ich ulubieńcy zmniejszyli jeszcze straty do ośmiu oczek dzięki Ivanowi Almeidzie. W nie co ponad minutę włocławianie zaliczyli serię 9:0. To było jednak wszystko na co stać było Anwil. Te osiem oczek różnicy to była różnica poniżej której Stelmet nie pozwolił zejść rywalom.

 

ANWIL WŁOCŁAWEK – STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  (20:20, 19:18, 17:29, 21:21) 77:88

Komentarze