Strona główna Felietony Polski blichtr(1): Płock a sprawa Świeradowa Zdroju

Polski blichtr(1): Płock a sprawa Świeradowa Zdroju

0

3:2. Takim wynikiem zakończył się  tenisowy mecz Polska-Litwa, rozgrywany od 6 do 8 marca w Orlen Arenie w Płocku.  Tak szybko jak pokonaliśmy Litwę, tak szybko o tym w następnych tygodniach, miesiącach, latach, zapomnimy. W sumie nasze zwycięstwo, mimo porażki w pierwszym spotkaniu Łukasza Kubota, nie było zagrożone. To już taki signum temporis, że trzeba myśleć naprzód i wybiegać w przyszłość. W lipcu w kolejnym meczu Davis Cup zagramy z Ukrainą. Najważniejsze pytanie brzmi:  w jakim polskim mieście?

Jak wiemy milczenie jest złotem, a mowa srebrem. Zdajemy sobie sprawę także, że „cisza”, pauza w komentarzu sportowym jest bardzo istotna. Podobnie zresztą jak milczenie publiczności, podczas wymian na korcie. Ważne jest tylko aby ta publiczność, złożona z koneserów tenisa, a także „kanapowych” kibiców, licznie przybyła na dane wydarzenie sportowe. Nie od dziś wiadomo, że polscy kibice to dodatkowy zawodnik na placu gry. Doping naszej publiczności stał się już można powiedzieć, zjawiskiem socjologicznym, społecznym. Owego dopingu zabrakło jednak już w hali Orlen Arena w Płocku. Paradoksem całej sytuacji związanej z kibicowaniem, jest to, że było więcej fanów drużyny litewskiej.

Przeczytałem ostatnio,  że Płock ma tradycje tenisowe…., ale w tenisie na wózkach. Słuchałem wypowiedzi polskich tenisistów i doszły mnie słuchy, że mecz z Ukrainą zostanie rozegrany w mieście z tradycjami. Gdzie dokładnie? Tego jeszcze nie wiadomo. Między wierszami mówi się o Szczecinie. Jerzy Janowicz wspominał o Gdańsku. Na dzień dzisiejszy, Płock zaprzepaścił swoją szansę, którą dostał od losu. Kto zawinił? Kibice? Cóż, po prostu nie przyszli, były lepsze atrakcje. Organizatorzy? Być może, ustalając ceny biletów, które były droższe niż na mecz w Ostrawie. Pomiędzy Czechami a Australią. Może w tym wszystkim winna jest także firma: PolskiBus, dzięki której można szybko, tanio, komfortowo dojechać do celu. Niestety do Płocka nie można nią dotrzeć. Czerwony autokar tam nie kursuje.

Polskich kibiców w Płocku było tyle, co na 60-tej edycji Mistrzostw Polski Dziennikarzy ze Stowarzyszenia „Kaczka”, odbywających się w Świeradowie Zdroju. 7 marca odbyły się konkurencje biegowe. Kibice „licznie” zgromadzenie na mecie, oklaskiwali przybyłych na nią dziennikarzy, którzy pędzili na nartach do celu. „Jaki czas! Jaka technika!” Tak krzyczał wszędobylski reporter do nadbiegającego do mety kolegi po fachu. „Pirotechnika!”, wykrzyczał Maciej Wierzyński, prowadzący program Horyzont w TVN24. Zabawa była znakomita, mówił Marek Przybilik, współprowadzący Szkło kontaktowe w TVN24. Owej zabawy zabrakło na trybunach w Płocku, rzecz jasna ze strony naszych kibiców, którzy jakby zostali przytłoczeni przez doping fanów drużyny litewskiej. W pewnym momencie zaczął dopingować naszych rodaków na krzesełkach sam Łukasz Kubot, wymachując rękoma aby publiczność poderwała się do boju. Nici z tego! Wciąż cisza. Ciszy nie było w Świeradowie Zdroju. Była tam fajna impreza sportowa, w której uczestniczył także Julian Kaczyński, któremu, jak  mówił: „udało się wywalić, zgubić okulary, spotkać fantastycznych ludzi i paśnik dla zwierząt”. W gronie biegających na nartach zabrakło Jerzego Iwaszkiewicza, który przyznał się, że miał startować, ale był wtedy na pysznej zupie grzybowej. Zatem uroków w Świeradowie Zdroju było więcej niż w Płocku. Mieliśmy tam nie tylko fantastycznych ludzi, ale także zwierzęta, dobrą pogodę do spędzania czasu na świeżym powietrzu, zupę grzybową, a i ewentualnie cietrzewie. Natomiast w Płocku, cóż, polskich tenisistów grających z mało znanymi Litwinami. Szkoda tylko, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że takie okazje, by zobaczyć naszych zawodników grających na polskiej ziemi zdarzają się rzadko, bo na co dzień reprezentują nasz kraj za oceanem albo w innych zakątkach Europy.

Adam Romer, redaktor naczelny Tenisklub, na łamach magazynu pisał, że liczy na podobny entuzjazm w Płocku, który poczuł na meczu Fed Cup Polska-Rosja. Niestety go zabrakło. Michał Chmela, który komentował mecze dla stacji Canal+, powiedział o Marcinie Matkowskim, że jest „elektryczny”. Chodziło mu o to, że nasz deblista bardzo dobrze grał podczas meczu gry podwójnej i świetnie serwował, praktycznie jego podania nie wracały na stronę Polaków. Grał z ogromną energię. Wspomnianej „elektryczności” brakło naszym kibicom. Przed nami Katowice i turniej WTA oraz Fed Cup i spotkanie Polska-Szwajcaria w Zielonej Górze. Będzie lepiej z kibicowaniem!

 Michał Krogulec

* Autor jest redaktorem portalu serwisnazewnatrz.pl a także igrzyska24.pl

Komentarze