Strona główna Felietony Spieszmy się kochać Agnieszkę Radwańską

Spieszmy się kochać Agnieszkę Radwańską

0

Był 7 lipca 2012 roku. W Londynie, na najważniejszym korcie świata mierzyły się dwie tenisistki w walce o najcenniejsze trofeum w tenisie. Jedną z nich była Polka. Mowa oczywiście o finale Wimbledonu 2012, gdzie zagrały Agnieszka Radwańska i Serena Williams. Polka przegrała w 3 setach, być może z największą tenisistką w historii.

Wydawało się, że rok po pamiętnym finale z Williams, tenisistce urodzonej w Krakowie uda się wreszcie sięgnąć po wymarzony tytuł. Wystarczyło pokonać Niemkę polskiego pochodzenia Sabine Lisicki, a potem w finale Francuzkę Marion Bartoli, z którą Radwańska grała wiele razy i nigdy nie przegrała. Po morderczej walce Agnieszka przegrała jednak w meczu półfinałowym. Od tego czasu droga do zwycięstwa w turnieju Wielkiego Szlema wydaje się coraz bardziej wyboista. Do chwili obecnej Radwańskiej tylko raz udało się w nim przejść dalej niż do ćwierćfinału. Powodów takiej sytuacji jest zapewne wiele, ale o tym innym razem.

Kto wie, może drugiej szansy na występ w finale wielkoszlemowym Agnieszka Radwańska już nie dostanie. Być może nie pozwoli jej na to poziom sportowy, do gry wkracza bowiem kolejne pokolenie utalentowanych zawodniczek, a przecież w grze pozostaje wiele doświadczonych, z którymi Agnieszka wielokrotnie sobie nie radziła. Warto zwrócić uwagę też na to, że od 2007 roku nie zdarzały się jej poważniejsze kontuzje, nie opuściła żadnego z czterech najważniejszych turniejów w roku. Być może przytrafi się kontuzja, która spowoduje przerwę w karierze lub całkowicie uniemożliwi jej kontynuowanie. Nie można wykluczać też innych powodów, związanych z życiem prywatnym. Zdarzają się przypadki tenisistek, które karierę zawieszają lub kończą z powodu ciąży, wypalenia sportowego i innych względów osobistych.

Polski kibic przyzwyczaił się do Agnieszki Radwańskiej. Kalendarz zawodowych rozgrywek jest tak skonstruowany, że oglądamy ją w akcji niemal co tydzień. Polskiemu kibicowi nie wystarcza już ćwierćfinał, nie wystarcza miejsce w światowej elicie zajmowane przez Radwańską, a także przez reprezentację Fedcupową. Przecież polski kibic słyszał już ponad 200 razy, że Radwańska przegrała/odpadła (199 porażek w cyklu WTA + porażki w zawodach drużynowych, igrzyskach olimpijskich). Przyzwyczailiśmy się do Radwańskiej, jak do tego, że po jesieni przychodzi zima.

Ja jednak pamiętam gorsze czasy, a nie przeżyłem jeszcze ćwierćwiecza. Pamiętam, gdy w drabince turnieju wielkoszlemowego (128 kobiet + 128 mężczyzn) nie było żadnego reprezentanta Polski. Pamiętam, gdy z trudem w sportowej prasie odnajdywałem krótkie notki na temat występów polskich tenisistów. Pamiętam czasy, gdy na turnieje do Polski przyjeżdżali tenisiści anonimowi nawet dla dobrze wtajemniczonych. Dziś do Polski przyjeżdża najlepiej zarabiająca kobieta sportu na świecie, Maria Szarapowa.

Nie wiem, czy Agnieszka Radwańska wygra kiedykolwiek turniej wielkoszlemowy. Nie wiem, czy będzie w przyszłości numerem jeden w światowym rankingu. Nawet jeżeli nigdy się to nie stanie, warto zdać sobie sprawę, że tenisistki podobnej klasy możemy nie mieć przez długie lata. Tenis to sport ogólnoświatowy, popularny na wszystkich kontynentach. Konkurencja jest olbrzymia, przebić się na szczyt jest potwornie ciężko.

Nie wiem kiedy Agnieszka Radwańska przestanie grać w tenisa. Pewny jednak jestem jednego – wielu z nas zatęskni za przegranym ćwierćfinałem, za kolejnym spadkiem do drugiej dziesiątki światowego rankingu. Zatęsknimy za Radwańską.

Autor: Dawid Kaźmierczak

Komentarze