Strona główna Sporty zimowe Biegi narciarskie Martyna Galewicz: Nie daję wiary Johaug. To oszustwo!

Martyna Galewicz: Nie daję wiary Johaug. To oszustwo! [WYWIAD]

0

W Pucharze Świata nie zdobyła jeszcze punktów, ale liczy, że ten sezon będzie przełomowy. Jej głównym celem na narciarski sezon są Mistrzostwa Świata w Lahti. W rozmowie z Polski-Sport.pl Martyna Galewicz o planach na sezon, nowych przygotowaniach i dopingowej wpadce Therese Johaug.

Kacper Kaczmarek: Pierwsze, klasyczne pytanie. Jak przebiegły przygotowania do sezonu?
Martyna Galewicz: Plan został zrealizowany w stu procentach.

K.K: Mogłabyś nieco rozwinąć myśl?
M.G: Pierwszą część sezonu przygotowawczego spędziliśmy w Polsce. Zaczęliśmy w Spale, potem było Zakopane i Zieleniec. W sierpniu pojechaliśmy do Białorusi, później do czeskiego Bozi Daru, a w październiku biegaliśmy już na śniegu w austriackim Ramsau. W międzyczasie startowaliśmy jeszcze w zawodach narto-rolkowych u nas w kraju.

K.K: Pojawiły się nowości w treningu?
M.G: Trener Wiesiek Cempa wprowadził nam sporo elementów z treningu norweskiego. Czy to znacząco pomogło? Czy jestem mocniejsza? Przez ostatnie 2 lata trenowałam sama. Nauczyłam się słuchać swojego organizmu, mam już dość spore doświadczenie w treningu, więc wiedziałam jaki treningi mi służy. Latem czułam się naprawdę bardzo mocno, chłonęłam wszystkie treningi. Teraz mamy już sezon zimowy i za nami pierwsze starty. Nie jestem z nich zadowolona, bo wiem ze stać mnie na dużo więcej! Nie można tez popadać w panikę, bo to dopiero początek sezonu, a forma ma być w lutym na Mistrzostwach Świata w Lahti. Niemniej jednak trzeba cały czas wszystko monitorować.

K.K: Jak wygląda obecnie sytuacja w polskiej kadrze? Karierę zakończyła Paulina Maciuszek, kontuzjowana jest Sylwia Jaśkowiec, Ewelina Marcisz wraca dopiero do sportu.
M.G: Na dzień dzisiejszy jesteśmy we dwie wraz z Ulą Łętochą. Od zgrupowania w Ramsau trenujemy razem. Za tydzień pierwsze zawody Pucharu Świata i obie wystartujemy tam obok Justyny Kowalczyk. Pech jaki dotyka Sylwię jest nie do opisania. Strasznie mi jej szkoda, bo wiem, jak kocha narty i rywalizację. Kilka dni temu przeszła kolejny zabieg i wszystko wymaga rehabilitacji. Bardzo bym chciała, żeby szybko wróciła. Sezon jest długi, ale zanim się obrócimy, a będzie już marzec. Kornelia (Kubińska) z Eweliną przygotowują się na zgrupowaniu z kadrą młodzieżową. Mają dołączyć do nas podczas Pucharu Świata w Davos.

K.K: Jakie stawiasz sobie cele? Miejsce w “30” w Fis Cupie w Bruksvallarnie daje Ci optymizm przed Pucharem Świata? Tym bardziej, że mówisz, że nie jesteś całkowicie zadowolona z wyniku w Szwecji.
M.G: Cele każdy sobie postawił przed sezonem, ale nie chciałabym o nich teraz wspominać, tym bardziej, że czuję iż moja dyspozycja jest od dalekiej, jaką chciałabym prezentować na Pucharze Świata.

K.K: Ale czujesz że stać się, by w tym sezonie choć raz zapunktować?
M.G: Tak, ale na pewno nie w początkowym periodzie.

K.K: Jeżeli miałabyś osiągnąć “30” to na jakim dystansie i w jakim stylu byłoby to najbardziej prawdopodobne?
M.G: Nie jestem sprinterką, więc nastawiam się wyłącznie na biegi dystansowe. Zdecydowanie lepiej czuję się w stylu dowolnym i w takich biegach będę szukać swojej szansy.

K.K: Jak wygląda wasze przygotowanie pod względem technicznym?
M.G: Jest z tym duży problem, bo nie mamy dobrych nart. Jedynie Maciek (Staręga) ma serwis, a co za tym idzie i dobre narty.

K.K Od czego to zależy? Od sytuacji związku?
M.G: Związek tu nie ma żadnego wkładu. Jeżeli regularnie punktujesz w Pucharze Świata, to i serwis się pojawia.

K.K: Może to banalne, ale pojawiła mi się wątpliwość. Mogłabyś mi wytłumaczyć co znaczy “serwis”?
M.G: Dostajesz kontrakt na narty np. od Fischera i jeżeli jakieś ci nie pasują, wymieniasz je dopóki ci nie spasują. Po drugie, otrzymujesz narty z pierwszego sortu, tzn. takie, że takich nart w sklepie nie kupisz. Maję je wyłącznie zawodnicy z czołówki.

K.K: To wy z jakich nart korzystacie? Jak one wypadają na tle załóżmy Niemców, Rosjan? Do Norwegów, czy Szwedów nawet nie porównuję.
M.G: Tragicznych nart nie mamy. Jeżeli trafimy na warunki, które odpowiadają naszym niezłym nartom, do tego serwismeni dobrze je przygotują, to dużo nam inni nie odjadą. Ale musimy mieć szczęście z pogodą.

K.K: Na jaką pomoc możecie liczyć zatem od związku narciarskiego?
M.G: Związek zapewnia nam szkolenie i ubiór. Kuleje marketing, tzn. jego brak w stosunku do biegaczy.

K.K: Rozszerzysz nieco myśl?
M.G: Chodzi o szukanie sponsorów, czy przynajmniej promowanie nas zawodników poprzez np. przedsezonowe sesje zdjęciowe w nowych ubraniach.

K.K: Mogłabyś stwierdzić że skoczkowie mają pod tym względem dużo lepiej?
M.G: Bez porównania. U nas tego w ogóle nie ma.

K.K: Nie będę wielkim odkrywcą jeżeli stwierdzę, że dwiema “pompami”, które napędziły polskie narciarstwo są Adam Małysz i Justyna Kowalczyk. Na ich bazie tworzone są kolejne programy, które wyławiają talenty. Rzeczywistość w obu konkurencjach jest jednak zgoła odmienna. Co Twoim zdaniem zaważyło na tym, że skoki rozwinęły i rozwijają się lepiej, mimo że teoretycznie są trudniejszym sportem?

M.G: Skoki jest łatwiej rozreklamować. Są dyscypliną widowiskową. Zdecydowanie mniejsze jest zainteresowanie biegaczami, którzy przez 50 km biegną praktycznie tak samo. Dobrze, że wprowadzili biegi sprinterskie, zawodnicy dają widzom więcej adrenaliny niż na biegu długim. Kolejnym problemem są trasy biegowe. Tak naprawdę w Polsce oprócz Jakuszyc, które też nie rozwijają się znacząco, nie ma gdzie trenować. Brak rolkostrad i sztucznie naśnieżonych tras, to główny problem polskiego narciarstwa biegowego.

K.K: Jak zareagowałaś na wieść, że największy ośrodek narciarstwa w Szklarskiej Porębie może zostać podporządkowany drodze do kopalni?
M.G: Przykro mi się zrobiło. Ale patrząc jak ludziom nie zależy na tym, by biegaczom było dobrze, mogłam się tego spodziewać, że prędzej czy później, trasy mógłby zostać zamknięte.

K.K: Czyja to wina, że nie ma dobrych warunków do treningu w Polsce? Albo z drugiej strony, kto może wpłynąć na ich poprawę?
M.G: Ciężko stworzyć cokolwiek w Polsce, co nie jest popularne.

K.K: Ile czasu spędzasz poza domem w treningu?
M.G: Praktycznie od maja mnie już nie ma w domu, sezon się kończy w marcu, a ja w kwietniu wybywam w Alpy na narty skiturowe. Chyba, że u nas jest jeszcze sporo śniegu, to zostaję w domu. Oprócz tego studiuję jeszcze na katowickim AWF-ie, więc w domu nie widują mnie często.

K.K: Nie mogę o to nie zapytać. W 2008r. walczyłaś na MŚJ, gdzie brylowała… Therese Johaug. Jak odniesiesz się do wpadki dopingowej najbardziej utytułowanej zawodniczki ostatnich lat?
M.G: Na tym leku jasno było napisane, że zawiera niedozwoloną substancję.

K.K: Dajesz wiarę jej tłumaczeniom? Tym bardziej, że jej lekarz przed laty pracował w koncernie tej maści.
M.G: Nie wierzę, że to była tylko maść.

K.K: Jaka kara według Ciebie byłaby odpowiednia? Spekuluje się od kilku miesięcy do nawet 4 lat zakazu startów.
M.G: Dla mnie każda wpadka dopingowa powinna skutkować dożywotnim wykluczeniem.

K.K: Kontrowersyjnym tematem była liczba kontroli Norweżek w trakcie sezonu przygotowawczego. Ile przeszłaś ty od maja do listopada?
M.G: Miałam 4 kontrole, chociaż nie jestem w systemie WADA (Światowa Agencja Kontroli Antydopingowej).

K.K: Uważasz że to odpowiednia liczba? Twoim zdaniem każdy powinien przechodzić ich tyle samo?
M.G: Zawodnik klasy Johaug powinien mieć ich znacznie więcej.

K.K: Weszłaś już w sezon, startowałaś w Bruksvallarnie z głównie szwedzką czołówką, ale i nie tylko. Jak w światku narciarskim komentuje się wpadkę Norweżki?
M.G: Głośno się o tym nie mówi. My między sobą wymieniamy się zdaniami i tyle.

K.K: Nawet Szwedzi nie komentują tego głośno?
M.G: Nie słyszałam, by padały takie stwierdzenia. Większość myśli chyba jednak tak samo. Wpadka dopingowa mówi wszystko. To oszustwo.

K.K: Taka wpadka rzuca cień na samą Johaug czy całą reprezentację?
M.G: W Norwegii biegi narciarskie to sport narodowy, ona nie jest jedyną z dobrych biegaczek, tak więc kadra zbytnio na tym nie cierpi. Na jej miejsce może wskoczyć niejedna.

K.K: Większość z nich zażywa środki na astmę, nawet zdrowe zawodniczki. To oszustwo? Za stosowanie symbicortu przed laty na 2 lata został zdyskwalifikowany Mariusz Michałek. Symbicort przedawkował też Martin Jonhrud Sundby (lider norweskiej kadry mężczyzn), ale odebrano mu tylko troefa z 2015r. To “lekko” niesprawiedliwe.
M.G: Tak, to oszustwo. Po co zdrowemu leki, jeżeli nie jest chory. Niestety biegi narciarskie na przestrzeni lat zrobiły się trochę jak kolarstwo. Bez dopingu nie osiągniesz sukcesu.

K.K: Dziękuję za rozmowę i powodzenia w sezonie!

Z Martyną Galewicz rozmawiał Kacper Kaczmarek

Komentarze